Małgorzata Jasińska z Barczewa jest jedną z dwóch Polek, które w 2012 roku będą się ścigały w zawodowym peletonie. Była dwukrotna mistrzyni Polski zadebiutuje we włoskiej grupie MCipollini Giambenini.
Ostatnie tygodnie były dla zawodniczki z Barczewa wypełnione ważnymi wydarzeniami. Najważniejszym było podpisanie kontraktu z profesjonalną grupą kolarską MCipollini Giambenini. 6 grudnia Małgorzata Jasińska wyjechała do Włoch na zgrupowanie, ale po kilku tygodniach wróciła do kraju.
- Szczerze mówiąc, po podpisaniu kontraktu wielki kamień spadł mi z serca, bo czekanie do ostatniego momentu na złożenie podpisu jest bardzo stresujące, ale opłaciło się czekać - komentuje Jasińska. - We Włoszech przywitała mnie słoneczna pogoda. Zaraz po przyjeździe odbyłam test wydolnościowy, który miał mi powiedzieć, czy moje treningi idą we właściwym kierunku. Wyniki okazały się dobre jak na ten okres przygotowań. W Toskanii było 15 stopni, więc od razu po dwóch miesiącach przerwy w szosówce wsiadłam na rower. Z żalem odpuściłam sobie jednak szybką jazdę, na co przyjdzie jeszcze czas - podkreśla.
Po tygodniu spędzonym w Toskanii Jasińska udała się nad Jezioro Garda na zgrupowanie. Bazą wypadową był ośrodek agroturystyczny w Bartolino. Uczestniczki obozu same przygotowywały sobie posiłki. Do południa trenowały na rowerze, w siłowni lub na basenie, a po południu spacerowały po Gardzie lub Weronie. - Przy sporządzaniu posiłków współpracowałam z koleżankami z grupy i zacieśniałam z nimi więzi - mówi kolarka. - Wieczorami, po treningu były gry towarzyskie: bingo, karty, nawet na pieniądze. Parę groszy udało mi się wygrać! Wieczór kończący zgrupowanie spędziłyśmy w parku zabaw Gardeland. Wróciłam do domu z bardzo miłymi wrażeniami, mam nadzieję, że ta dobra atmosfera pozostanie przez cały sezon - mówi Małgorzata Jasińska.
Świąteczna i noworoczna przerwa szybko się skończyła i jedna z najlepszych polskich zawodniczek, która należy także do trzyosobowej (oprócz niej — Sylwia Kapusta i Paulina Brzeźna) kadry olimpijskiej, opuściła rodzinne Barczewo, kierując się ponownie na Zachód, tym razem samotnie do Hiszpanii.
- Spakowałam walizkę i rower, zabukowałam bilet, no i znalazłam się na Costa Brava - opowiada. - Piękne góry i słońce, więc nic więcej nie potrzeba do realizowania planów treningowych. Podjęta decyzja o wyjeździe w tym czasie i właśnie tam była słuszna. Dowiedziałam się, że w Barczewie i okolicy napadało sporo śniegu, co oznacza, że o treningach na miejscu nie byłoby mowy. Codziennie rano rozruch nad morzem, potem śniadanie i rower. Treningi są ściśle rozpisane pod pulsometr, by moja, niekiedy zbyt duża ambicja nie doprowadziła mnie do przetrenowania - dodaje absolwentka UWM.
Kilka dni temu kandydatka do startu w tegorocznej olimpiadzie wróciła do kraju, aby w Warszawie poddać się okresowym badaniom lekarskim kadry olimpijskiej. Na krótko, bo niebawem ponownie wybiera się na Zachód.
lech
- Szczerze mówiąc, po podpisaniu kontraktu wielki kamień spadł mi z serca, bo czekanie do ostatniego momentu na złożenie podpisu jest bardzo stresujące, ale opłaciło się czekać - komentuje Jasińska. - We Włoszech przywitała mnie słoneczna pogoda. Zaraz po przyjeździe odbyłam test wydolnościowy, który miał mi powiedzieć, czy moje treningi idą we właściwym kierunku. Wyniki okazały się dobre jak na ten okres przygotowań. W Toskanii było 15 stopni, więc od razu po dwóch miesiącach przerwy w szosówce wsiadłam na rower. Z żalem odpuściłam sobie jednak szybką jazdę, na co przyjdzie jeszcze czas - podkreśla.
Po tygodniu spędzonym w Toskanii Jasińska udała się nad Jezioro Garda na zgrupowanie. Bazą wypadową był ośrodek agroturystyczny w Bartolino. Uczestniczki obozu same przygotowywały sobie posiłki. Do południa trenowały na rowerze, w siłowni lub na basenie, a po południu spacerowały po Gardzie lub Weronie. - Przy sporządzaniu posiłków współpracowałam z koleżankami z grupy i zacieśniałam z nimi więzi - mówi kolarka. - Wieczorami, po treningu były gry towarzyskie: bingo, karty, nawet na pieniądze. Parę groszy udało mi się wygrać! Wieczór kończący zgrupowanie spędziłyśmy w parku zabaw Gardeland. Wróciłam do domu z bardzo miłymi wrażeniami, mam nadzieję, że ta dobra atmosfera pozostanie przez cały sezon - mówi Małgorzata Jasińska.
Świąteczna i noworoczna przerwa szybko się skończyła i jedna z najlepszych polskich zawodniczek, która należy także do trzyosobowej (oprócz niej — Sylwia Kapusta i Paulina Brzeźna) kadry olimpijskiej, opuściła rodzinne Barczewo, kierując się ponownie na Zachód, tym razem samotnie do Hiszpanii.
- Spakowałam walizkę i rower, zabukowałam bilet, no i znalazłam się na Costa Brava - opowiada. - Piękne góry i słońce, więc nic więcej nie potrzeba do realizowania planów treningowych. Podjęta decyzja o wyjeździe w tym czasie i właśnie tam była słuszna. Dowiedziałam się, że w Barczewie i okolicy napadało sporo śniegu, co oznacza, że o treningach na miejscu nie byłoby mowy. Codziennie rano rozruch nad morzem, potem śniadanie i rower. Treningi są ściśle rozpisane pod pulsometr, by moja, niekiedy zbyt duża ambicja nie doprowadziła mnie do przetrenowania - dodaje absolwentka UWM.
Kilka dni temu kandydatka do startu w tegorocznej olimpiadzie wróciła do kraju, aby w Warszawie poddać się okresowym badaniom lekarskim kadry olimpijskiej. Na krótko, bo niebawem ponownie wybiera się na Zachód.
lech





Komentarze
2
pokaż wszystkie komentarze w serwisie
Dodaj swój komentarz
Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych
biskupiec #544708 | 89.228.*.* 05-02-2012 13:20
TRZYMA KCIUKI I ZYCZY POWODZENIA
!
odpowiedz na ten komentarz
KAZ #544463 | 164.126.*.* 05-02-2012 11:18
Gosiu szykuj formę na olimpiadę.
!
odpowiedz na ten komentarz