Sobota, 4 lipca 2020. Imieniny Aureli, Malwiny, Zygfryda

Piłka nożna wygrała z baseballem

2020-03-07 12:00:00 (ost. akt: 2020-03-06 13:24:26)

Autor zdjęcia: Emil Marecki

- Chyba nie ma piłkarza lub kibica na świecie, który by nie słyszał o Robercie Lewandowskim. Poza tym cenię Arkadiusza Milika, Jakuba Błaszczykowskiego i Łukasza Piszczka - mówi Sam van Huffel, holenderski pomocnik Stomilu.

- Ile miałeś lat, gdy poszedłeś na pierwszy trening piłkarski?
- Byłem bardzo małym chłopcem, może miałem 4,5 roku. Mój brat grał w piłkę nożną, mieszkaliśmy w Amsterdamie, gdzie futbol to świętość. Bardzo mi się to podobało, że miasto żyło piłką nożną. Próbowałem także kick-boxingu oraz baseballu, bo mój tata był reprezentantem Holandii w baseballu, więc dorastałem oglądając właśnie jego i ten sport. Jednak poszedłem własną drogą i wybrałem futbol.

- Co wiedziałeś o Polsce przed przyjazdem?
- W moim mieście żyje bardzo wielu Polaków, więc przed przyjazdem rozmawiałem z kilkoma z nich. Pytałem o Olsztyn, a oni wypowiadali się o mieście w samych superlatywach, twierdząc m.in., że szczególnie latem jest tu pięknie. Poza tym w Odrze Opole występuje mój rodak Thijs Timmermans, z którym też się kontaktowałem. W trakcie przerwy świątecznej spotkaliśmy się na obiedzie i on naświetlił mi nieco sytuację w Fortuna 1. Lidze.

- Jakich polskich graczy kojarzysz?
- Oczywiście numerem jeden jest Robert Lewandowski, chyba nie ma piłkarza czy kibica na świecie, który by o nim nie słyszał. Arkadiusz Milik grał swego czasu w Ajaksie Amsterdam, więc jego też nie mogło zabraknąć w moim zestawieniu. Poza tym Jakub Błaszczykowski i Łukasz Piszczek z Borussii Dortmund. Jest wielu Polaków w topowych ligach Europy.

- A twój piłkarski idol? Może jakiś Holender?
- Holender to na pewno Wesley Sneijder, lubiłem też Dirka Kuyta ze względu na jego etykę pracy i tego jak grał, bo on zawsze walczył pełne 90 minut. Oprócz tego dbał o siebie, podobnie jak ja teraz. Lubię dodatkowo pójść na siłownię, jestem młodym graczem i nadal dużo rzeczy mam do poprawienia. A jeżeli chodzi o zawodników spoza mojego kraju, to Cristiano Ronaldo. Jak byłem młodym pulchnym chłopcem to kiedy oglądałem Ronaldo, zawsze chciałem być taki jak on. Motywował mnie. Jako dziecko byłem na celowniku Feyenoordu i Ajaksu, ale nie byłem wystarczająco szczupły, więc zmieniłem swoje nastawienie i w wieku 14 lat zacząłem chodzić na siłownie oraz inaczej jeść.

- Media spekulowały, że byłeś też w orbicie zainteresowań klubów angielskich?
- Byłem na testach w Leicester City około 10 dni, trenowałem z zespołem, zagrałem mecz, podobało mi się, podobno zebrałem dobre noty, chcieli mnie nawet zatrzymać, ale na przeszkodzie stanęły jakieś sprawy związane z dokumentami. Byłem bardzo rozczarowany, że transfer nie doszedł do skutku. Zawsze marzyłem, żeby zagrać w Premier League, ale stało się inaczej. Trudno.

- Jaki wpływ na twój rozwój mieli rodzice?
- Nigdy nie pchali mnie w stronę sportu, ale zawsze wspierali i pomagali. Przypominali, żeby dbać o siebie, chodzić wcześnie spać. Jestem im bardzo wdzięczny za to. Miesiąc temu tato przyjechał do Olsztyna ze mną, żeby wszystkiego dopilnować, natomiast podczas mojego debiutu na trybunach oprócz taty była też mama i brat.

- Była dodatkowa mobilizacja?
- Dokładnie. Rodzina jest dla mnie najważniejsza. Kiedy zdobyłem gola, to widziałem, że rodzice byli szczęśliwi. Będąc dzieckiem mówiłem mamie, że kiedyś będzie taki moment, że będą mi kibicować na stadionie i będą dumni. Mam nadzieję, że tak właśnie było w ostatnim meczu.

- Jak się czujesz po pierwszym meczu przed olsztyńską publicznością?
- Mecz w mojej ocenie był całkiem niezły. Z tego, co słyszałem, nie jest normą, że podczas ligowych spotkań pada aż tyle bramek, więc myślę, że kibice mogą być zadowoleni. Mamy bardzo dobrych napastników, którzy są groźni w polu karnym (Sobczak, Siemaszko - red). Ja też mogę stworzyć niebezpieczeństwo pod bramką przeciwnika. Chciałbym, żeby stadion zawsze był pełny i tak żywo reagował na nasze poczynania na boisku.

- Po zmianie dostałeś owacje na stojąco. Jakie to było uczucie?
- Fantastyczne! Chciałbym gorąco podziękować wszystkim fanom za takie przyjęcie. To piękne uczucie, kiedy cały stadion skanduje twoje imię. To jest nie do opisania, to po prostu trzeba przeżyć. Mam nadzieję, że swoją grą będę sprawiał radość wszystkim kibicom.
- A inne twoje piłkarskie marzenia?
- Oczywiście, że mam takie, ale wolałbym zostawić je dla siebie. Teraz skupiam się na grze dla Stomilu i to z tą drużyną chciałbym osiągnąć jak najwięcej.

- A gdybyś mógł wybrać, to w której europejskiej lidze chciałbyś grać?
- Myślę, że najlepiej pasowałbym do Bundesligi. Niemcy kochają piłkę nożną, co prawda liga nie jest aż taka techniczna jak np. hiszpańska, ale za to w Bundeslidze grają prawdziwi fighterzy. Oczywiście to tylko gdybanie, bo nigdy nie wiadomo, czy uda się wpasować w zespół i czy zawodnik będzie odpowiadał trenerowi. Wiele czynników się na to składa.

- Jak czujesz się w Olsztynie?
- Świetnie. Koledzy z drużyny też przyjęli mnie bardzo dobrze. Teraz dołączyło dwóch Holendrów, ale nawet jakby ich nie było, to kontakt z resztą drużyny miałem od początku dobry. Staramy się też widywać poza treningami, czasem pójdziemy coś zjeść lub wspólnie obejrzeć jakiś mecz. Bardzo fajnym miejscem na spacery na pewno jest plaża miejska. Moi rodzice podczas pobytu mieszkali w hotelu nad jeziorem, więc często tam bywałem. Oni też byli zachwyceni Olsztynem.

- Polska trafiła na Holandię w Lidze Narodów, co ty na to?
- Życzę obu ekipom powodzenia. Grając w Polsce, wiem więcej o Polakach, więc wiem, że lubicie walczyć, dlatego mecze między naszymi ekipami będą z pewnością ekscytujące. Wiadomo, że będę kibicował swoim rodakom (śmiech). Mimo tego że wielu waszych reprezentantów gra w czołowych ligach, to jednak myślę, że piłkarsko - przynajmniej w tym momencie - jesteśmy lepsi.

- To może wkrótce będziemy mogli ciebie oglądać w drużynie narodowej?
- Reprezentowanie swojego kraju dla każdego sportowca jest wielką nobilitacją. Holandia jest bardzo mocna piłkarsko, więc o występy w drużynie narodowej będzie bardzo ciężko. Mam jednak dopiero 21 lat, dlatego myślę, że jeszcze wszystko przede mną. Na debiut w reprezentacji nigdy nie jest za późno, równie dobrze może się to zdarzyć, jak będę miał 27 lat. Jedno jest pewne, będę ciężko pracował, grał dla Stomilu jak najlepiej potrafię i wtedy wszystko może się zdarzyć. Byłoby to coś pięknego.

- Jak wyglądają przygotowania do sobotniego meczu z Sandecją Nowy Sącz?
- Wiadomo, że po wygranym meczu w weekend od poniedziałku przystąpiliśmy do zajęć z uśmiechem na twarzy. Pierwszy trening to był taki typowy rozruch, we wtorek mięliśmy siłownię i dosyć mocny trening na boisku, część chłopaków pojechała na sparing z drugim zespołem, natomiast w środę mięliśmy gierkę wewnętrzną. Czyli przygotowania do meczu w Nowym Sączu poszły zgodnie z planem.
MAGDALENA GAWROŃSKA

PO 21 KOLEJKACH
1. Warta 43 36:18
2. Stal 41 35:18
------------------------------------
3. Podbeskidzie 40 40:21
4. Radomiak 36 30:26
5. Jastrzębie 31 30:25
6. Tychy 31 42:31
-------------------------------------
7. Olimpia 31 34:35
8. Miedź 31 29:28
9. Zagłębie 29 30:31
10. Stomil 29 20:24
11. Nieciecza 26 29:24
12. Sandecja 26 30:37
13. Bełchatów 25 24:27
14. Chrobry 23 21:34
15. Puszcza 23 16:27
-----------------------------------
16. Odra 20 18:29
17. Wigry 19 17:35
18. Chojnice 19 29:40



Polub nas na Facebooku:

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB