środa, 13 listopada 2019. Imieniny Arkadii, Krystyna, Stanisławy

Trochę nerwów było w końcówce

2019-11-04 12:00:00 (ost. akt: 2019-11-03 19:47:15)

Autor zdjęcia: Marek Lewandowski

W 15. kolejce III ligi do Ostródy przyjechała Polonia Warszawa. Znane przed laty "Czarne Koszule" wróciły do stolicy w czarnych humorach, bowiem w starciu z liderem nie miały zbyt wielu atutów.

* Sokół Ostróda – Polonia Warszawa 3:1 (1:0)
1:0 – Kubicki (45), 2:0 – Wicki (50 karny), 2:1 – Zych (86), 3:1 – Rynkowski (89)
SOKÓŁ: Leszczyński – Żwir, Kołc, Wicki, Brzuzy, Wasiak (70 Rynkowski) Wasiluk (78 Zyska), Otręba, Chwastek (85 Łyszyk), Kubicki, Tomkiewicz (90 Wojciechowski)


Starcie lidera z pikującą w dół Polonią, która w Ostródzie przegrała po raz siódmy z rzędu, było dla miejscowych ważnym spotkaniem. Sokół przed dwoma tygodniami niespodziewanie uległ u siebie beniaminkowi z Radomska, więc tym razem liczyło się tylko zwycięstwo i to najlepiej okazałe, by wynagrodzić kibicom poprzednie niepowodzenie.
Gracze „Czarnych Koszul” długo opierali się naporowi ostródzian. Sokół objął prowadzenie w końcówce pierwszej połowy, gdy trafienie po stałym fragmencie gry zanotował Patryk Kubicki. Kolejny cios Sokół zadał tuż po powrocie na boisko z szatni. Tym razem piłkę do siatki rywali z rzutu karnego posłał Krzysztof Wicki, który - podobnie jak Patryk Kubicki - ma na koncie już sześć trafień. W 86. minucie Polonia po kontrze zdobyła gola kontaktowego i zagwarantowała emocjonującą końcówkę. Sokół nie dał sobie jednak wydrzeć zwycięstwa, a wynik końcowy ustalił Oskar Rynkowski.
– Liderowi na swoim boisku nie przystoi dopuścić do nerwówki w końcówce, jednak najważniejsze jest zwycięstwo – podsumował Jarosław Kotas, dyrektor sportowy Sokoła. – Znaliśmy wyniki tej kolejki, więc widzieliśmy, że rywale znów się do nas zbliżyli, jednak my też zrobiliśmy swoje. Chciałbym, żebyśmy zakończyli rundę na pozycji lidera.

* Znicz Biała Piska – Olimpia Zambrów 3:0 (0:0)

1:0 – Gondek (73 karny), 2:0 – Giełażyn (82), 3:0 – Gondek (90)
ZNICZ: Radzikowski – M. Kossyk, Dzienis, Molski, Kosiński, Jambrzycki (75 Romachów), Gondek, Furman, Fiedorowocz (87 Trąbka), Giełażyn (86 P. Kossyk), Famulak (90 Ruszczyk)


Znicz po raz pierwszy zaprezentował się przed własnymi kibicami jako wicelider i nie pozwolił, by fani zmarzli mimo przenikliwego zimna w sobotnie popołudnie. Gospodarze przedłużyli serię do ośmiu zwycięstw, znów pokazując ambicję, zaangażowanie i wiarę w to, że rywala można w końcu przełamać.

– Gratuluję drużynie, że potrafiła wygrać 3:0 z tak dobrze dysponowanym rywalem – mówi Ryszard Borkowski. – Jestem chyba najszczęśliwszym trenerem nie tylko w III lidze. Już nie liczę, który to jest mecz, ale chcemy passę podtrzymać. Wiadomo, że im więcej zdobędziemy teraz, tym łatwiej będzie nam na wiosnę. Cel mamy jeden, zająć lepszą pozycję niż w tamtym sezonie i na razie małymi kroczkami idziemy do tego, żeby to zrealizować, choć przed nami jeszcze długa droga.

O ile w pierwszej połowie mecz z Olimpią przypominał piłkarskie szachy, w których goście przede wszystkim zamurowali dostęp do własnej bramki, to po przerwie emocji nie zabrakło. Miejscowi podkręcili tempo, ale na efekty kazali trochę poczekać. Pierwsze próby, m.in. strzały Mateusza Jambrzyckiego, Patryka Gondka, Marcina Fiedorowicza i Jacka Dzienisa, były nieprecyzyjne lub blokowane przez obrońców.
Znicz objął prowadzenie w 73. minucie po rzucie karnym. Trener gości miał dużo pretensji do swojej drużyny za tę akcję. Nie dość, że zambrowianie przegrali główkową walkę o piłkę wrzuconą w pole karne z autu, to w dodatku jeden z obrońców sprowadził Bartosza Giełażyna do parteru niczym rasowy zapaśnik.
Olimpia - zamiast odrabiać straty - po kilku minutach sprezentowała Zniczowi kolejną bramkę, choć gospodarze zapracowali na gola wysokim pressingiem. Bramkarz z Zambrowa zagrał do obrońcy, ale podanie przeciął Bartosz Giełażyn, który mimo trudnej pozycji zdołał umieścić piłkę w siatce. W doliczonym czasie gości dobił Patryk Gondek.

* Kaczkan Huragan Morąg – Świt Nowy Dwór Maz. 1:1 (0:0)

1:0 – Michałowski (83), 1:1 – Pomorski (86 karny)
KACZKAN: Lawrenc - Paliwoda, Burzyński, Stankiewicz, Domagalski, Maćkowski, Grzybowski, Ressel (63 Michałowski), Szmydt (61 Boczko), Łysiak, Kołosow (59 Galik)


Gdy kilka minut przed końcem gospodarze zdobyli gola po bardzo dobrej akcji Daniela Michałowskiego, wydawało się, że „dowiozą” korzystny wynik do ostatniego gwizdka sędziego. Niestety, rywale odrobili straty, bo faul w polu karnym popełnił Dariusz Boczko.
Pierwsi groźną sytuację stworzyli goście, ale strzał minimalnie minął bramkę Kaczkana Huraganu. W 25. minucie Piotr Łysiak mógł otworzyć wynik po błędzie bramkarza Świtu, którzy minął się z piłką przy interwencji na przedpolu, ale morąski pomocnik w trudnej sytuacji trafił w poprzeczkę. Kilka chwil później morążanie stracili piłkę pod polem karnym, w efekcie Mateusz Kwiatkowski znalazł się w sytuacji sam na sam z Mateuszem Lawrencem, minął go, ale na linii bramkowej interweniował Adam Paliwoda. W drugiej połowie obie ekipy zagrały z większą uwagą w defensywie, a gole padły w samej końcówce.
Morążanie mogą mieć do siebie pretensje za okoliczności, w jakich wygrana wymknęła im się z rąk, ale podział punktów jest sprawiedliwym rezultatem.

* Concordia Elbląg - Ursus Warszawa 1:0 (1:0)
1:0 - Duda (39)
CONCORDIA: Szawaryn - Lewandowski, Maciążek, Szawara, Bukacki, Wira (63 Maciejewski), Danowski (46 Skierkowski), Tomczuk, Lisiecki, Duda (89 Goljasz), Sulewski (79 Pawłowski)


Concordia zmierzyła się z Ursusem po raz trzeci w historii - w sezonie 2016/17 dwukrotnie lepsi byli elblążanie, wygrywając 2:0 i 2:1. No i w sobotę podtrzymali dobrą passę, chociaż po niedawnej wygranej 3:0 z Pelikanem Ursus miał ochotę na kolejny komplet punktów.
Spotkanie rozegrano przy padającym deszczu i na grząskiej murawie, co znacznie utrudniało grę. Jako pierwsi groźniej zaatakowali podopieczni trenera Łukasza Nadolnego - w 5. min z dystansu uderzył Radosław Bukacki, a kilka chwil później rywale zablokowali strzał Adama Dudy.
Jednak piłkarze z Ursusa nie chcieli być gorsi i też atakowali. M.in. w 19. i 27. min groźnie zrobiło się pod bramką elblążan, ale Kamil Szawaryn w porę interweniował. Goście zaczęli stopniowo uzyskiwać przewagę, ale w 39. min gola zdobyła Concordia. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego przed bramką gości powstało spore zamieszanie, w którym najwięcej zimnej krwi zachował Duda, z bliska wpychając piłkę do siatki.
Tuż po przerwie gospodarze mogli podwyższyć na 2:0, ale po główce Roberta Sulewskiego piłka odbiła się od poprzeczki. Kolejną dobrą sytuację do zmiany wyniku miał w 70. min Lisiecki, jednak piłka minimalnie minęła światło bramki. Goście najlepszą sytuację mieli w doliczonym czasie, kiedy to po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Ernest Dzięcioł z najbliższej odległości uderzył głową, ale piłka poszybowała nad poprzeczką.
- Był to typowy mecz walki. Wygraliśmy jednak zasłużenie, bo o tego jednego gola byliśmy lepsi - uważa trener Concordii Łukasz Nadolny.

* Inne wyniki 15. kolejki: Pogoń Grodzisk Mazowiecki - Unia Skierniewice 1:2, Ruch Wysokie Mazowieckie - KS Wasilków 2:1, Sokół Aleksandrów Łódzki - Lechia Tomaszów Mazowiecki 5:2, Pelikan Łowicz - Legia II Warszawa 0:1, RKS Radomsko - Broń Radom 1:1.
ŁSZ, JK

PO 15 KOLEJKACH
1. Sokół O. 35 35:15
--------------------------------
2. Znicz 31 31:14
3. Sokół A. 29 30:18
4. Legia II 28 24:15
5. Świt 26 20:14
6. Kaczkan 26 22:15
7. Radomsko 23 23:21
8. Concordia 22 19:21
9. Unia 22 27:34
10. Pelikan 20 27:24
11. Broń 19 21:22
12. Olimpia 17 24:28
13. Ruch 15 20:22
14. Ursus 14 14:18
15. Lechia 13 18:29
--------------------------------
16. Pogoń 12 21:29
17. Polonia 11 12:26
18. Wasilków 7 10:33



Polub nas na Facebooku:

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB