Piątek, 20 września 2019. Imieniny Eustachego, Faustyny, Renaty

Sokołowski: jestem zadowolony

2019-06-27 12:00:00 (ost. akt: 2019-06-26 23:29:28)
Tomasz Sokołowski (niebieska koszulka)

Tomasz Sokołowski (niebieska koszulka)

Autor zdjęcia: Emil Marecki

Tomasz Sokołowski był jednym z uczestników niedawnego memoriału Biedrzyckiego. - Andrzej to był zawsze pierwszy organizator, poza tym był pomocny, uczynny i wspierający - mówi była gwiazda Stomilu Olsztyn i Legii Warszawa.

- Memoriał Andrzeja Biedrzyckiego to doskonała okazja do wspomnień. Jak pan pamięta swojego kolegę z boiska?
- To już ponad dwa lata od śmierci, ale do człowieka cały czas jakoś nie dochodzi, że już go z nami nie ma. Andrzej zawsze był pomocny, uczynny, wspierający, pierwszy organizator. Dobrze, że jest ten memoriał, bo to doskonała okazja do wspomnień.
- W tym roku mija 25 lat, gdy razem wprowadziliście Stomil do Ekstraklasy. To były piękne momenty dla olsztyńskich kibiców, ale dla pana także, bo to otworzyło drzwi do pańskiej późniejszej kariery piłkarskiej.
- Ćwierć wieku... Czas leci i nie zatrzymuje się. Bardzo miło wspominam ten okres, a w Stomilu byłem cztery lata. Tu nie było pieniędzy, a my walczyliśmy o ten sukces dla wszystkich. Dzięki temu później można było kontynuować swoje dalsze kariery.
- Nie mieliście gwiazd w zespole, pensji też nie mieliście za wysokich, ale potrafiliście stworzyć zespół, który przyciągał na trybuny rekordowe tłumy kibiców. Co było siłą tego zespołu? Jak pan ocenia to z perspektywy tych 25 lat?
- Mimo małych środków udało się stworzyć drużynę i klimat dla piłki w Olsztynie. Trzeba jednak pamiętać, że mieliśmy bardzo dobrego trenera Bogusława Kaczmarka. W Stomilu grał też doświadczony Bogusław Oblewski, a do klubu wrócił Adam Zejer. I tak zebrała się fajna ekipa, która była głodna sukcesu. Powstała charakterna drużyna i dzięki temu można było świętować sukces.
- W pierwszym sezonie jednak do ostatniego meczu walczyliście o utrzymanie...
- Najważniejsze, że udało się nam wtedy utrzymać, bo dzięki temu ekstraklasa zagościła w Olsztynie na kilka dobrych lat (8 - red.). Dla większości piłkarzy Stomilu był to powiew świeżości, a i w Olsztynie zapanowała wówczas euforia, dzięki czemu na trybunach mieliśmy komplety publiczności. Teraz zespół jest w I lidze i chłopcy pracują na to, żeby ten klub liczył się na tym poziomie rozgrywek, a potem może nawet jeszcze wyżej.
- Grał pan na tyle dobrze, że Henryk Apostel powołał pana do reprezentacji. No i zadebiutował pan w meczu przeciwko Arabii Saudyjskiej.
- Ciężko pracowałem na to, żeby dostać się do reprezentacji. Zbierałem doświadczenie wśród najlepszych piłkarzy w Polsce. To wtedy pierwszy raz leciałem samolotem (śmiech - red.). A potem nastąpiły kolejne powołania.
- W sumie rozegrał pan 12 spotkań w reprezentacji. Pewnie jest niedosyt, że tych spotkań było tak mało?
- Jasne. Trochę kontuzje pokrzyżowały mi plany, ale i wypadłem z obiegu, bo forma nie była reprezentacyjna. W pewnym okresie Legii trudno było o stabilną formę, poza tym trenerzy w reprezentacji się zmieniali i nie było powołań. Taka kolej rzeczy. Niedosyt jest, ale z drugiej strony jest też i zadowolenie, że było tych 12 spotkań, bo przecież nie każdy polski piłkarz zagrał z orzełkiem na piersi.
- W 1996 roku ze Stomilu trafił pan do Legii Warszawa. To było spełnienie marzeń z dzieciństwa?
- Legia, Górnik Zabrze i Widzew Łódź w tych latach dominowały. Ja trafiłem do stołecznego klubu i od razu załapałem się jeszcze na dwumecz w Lidze Mistrzów z Panathinaikosem Ateny (w Warszawie był bezbramkowy remis, a w Atenach gospodarze wygrali 3:0 - red.). Bardzo fajne przeżycie. Łącznie w Legii spędziłem dziesięć sezonów, nawet nie wiem, jak ten czas wtedy tak szybko poleciał. W Legii wciąż byłeś pod presją, trzeba było walczyć i udowadniać, że zasługuje się na grę w najlepszym klubie.
- Dziesięć sezonów spędził pan w Legii, ale chyba tylko nieliczni pamiętają, że grał pan też chociażby w Jagiellonii Białystok i Ruchu Chorzów, z którym awansował pan nawet do Ekstraklasy.
- Przychodząc do Ruchu w 2006 roku, czułem się jeszcze mocno piłkarsko i fizycznie. Nie przeszkadzało mi to, że chorzowianie grali wtedy w I lidze. Zostawiłem w Chorzowie kawał zdrowia i przyczyniłem się do powrotu Ruchu do najwyższej klasy rozgrywkowej, więc gdy po sezonie odchodziłem, to miło mnie żegnali.
- A jak to było z pańskim transferem do Izraela w 2001 roku?
- Podpisałem kontrakt na dwa lata z Maccabi Natanja. Zagrałem jeden mecz w Pucharze Izraela, ale po okresie przygotowawczym szefowie klubu chcieli rozwiązań umowę, więc spytali się Legii, czy mogę wrócić do Warszawy. Legia zgodziła się, ja wróciłem do Polski, po czym zdobyliśmy mistrzostwo oraz Puchar Ligi. A ja na dodatek otrzymałem nagrodę za najpiękniejszą bramkę sezonu.
- Z perspektywy lat jak wygląda kariera Tomasza Sokołowskiego?
- Generalnie jestem zadowolony, chociaż na pewno mogliśmy osiągnąć lepsze wyniki, bo warunki organizacyjne ku temu były. Jednak w Legii zbyt często zmieniali się trenerzy, poza tym nie zawsze były trafione transfery. W efekcie nie udało się zbudować zespołu, który seryjnie mógłby zdobywać mistrzostwa Polski.
- Co teraz pan porabia?
- Pracuje indywidualnie z zawodnikami ligowymi. Staram się przekazać im swoją widzę i doświadczenie. Od dwóch miesięcy pracuję w Drukarzu Warszawa, no i udało mi się utrzymać ten zespół na poziomie IV ligi.
- Wcześniej trenerski epizod miał pan też w Sokole Ostróda, ale tam jakoś nie wyszło?
- Cóż, oparłem się na zawodnikach, którzy już tam byli. Nie szło nam, traciliśmy za dużo punktów w prosty sposób. Wydawało się, że będzie to projekt na lata z Bogusławem Kaczmarkiem, ale szefowie Sokoła zdecydowali inaczej. Bodajże dwie kolejki przed końcem podziękowano mi za pracę, chociaż klub ostatecznie pozostał w III lidze. Zabrakło mi szczęście, a i pewnie też umiejętności. Tak musiało być, ale może jeszcze kiedyś w przyszłości wrócę na Warmię i Mazury...
EMIL MARECKI

TOMASZ SOKOŁOWSKI
Ur. 21 września 1970 roku w Gdyni. W piłkę zaczął grać w klubie MOSiR Pruszcz Gdański, w 1991 roku - podczas odbywania służby wojskowej - trafił do Łyny Sępopol, a już rok później podpisał kontrakt ze Stomilem. W barwach olsztyńskiego klubu błysnął na boiskach ekstraklasy, dzięki czemu w 1996 roku przeszedł do Legii. Z warszawskim zespołem wywalczył mistrzostwo Polski (2002), Puchar Polski (1997) oraz Superpuchar (1997). Pozostałe kluby Sokołowskiego to: Górnik Łęczna (2005-06), Ruch Chorzów (2006-07), Jagiellonia Białystok (2008), UKS Łady (2009-10)





Polub nas na Facebooku:

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB