Piątek, 21 czerwca 2019. Imieniny Alicji, Alojzego, Rudolfa

Teraz możemy dumnie chodzić po mieście

2019-05-21 14:00:00 (ost. akt: 2019-05-21 14:32:34)
Od 19 października 2018 trenerem Stomilu jest Piotr Zajączkowski, dobrze znany w Iławie i okolicach, bo prowadził miejscowy Jeziorak w czasach jego gry w II lidze

Od 19 października 2018 trenerem Stomilu jest Piotr Zajączkowski, dobrze znany w Iławie i okolicach, bo prowadził miejscowy Jeziorak w czasach jego gry w II lidze

Autor zdjęcia: Emil Marecki

- Naszym celem było utrzymanie w I lidze, więc nikt nie patrzył na punkty. Wielokrotnie powtarzałem, że spojrzę w tabelę dopiero na zakończenie ligi, dlatego wcześniej się nią nie podniecałem - mówi Piotr Zajączkowski, który ze Stomilem Olsztyn odniósł największy sukces w swej trenerskiej karierze.

- Zanim przejdziemy do głębszej analizy zakończonej rundy, to na początek poproszę o komentarz do ostatniego meczu ze Stalą Mielec, który Stomil przegrał 2:5.
- Chcieliśmy godnie pożegnać się z naszymi kibicami i sympatykami, podziękować im za gorący doping, który towarzyszył nam w każdym spotkaniu w rundzie wiosennej. Stal pokazała jakość piłkarską, a my zbyt dużo popełniliśmy błędów w obronie. Wielu bramek można było uniknąć, ale już zapominamy o tym spotkaniu, bo tutaj nie ma co analizować. Najważniejsze jest to, że Stomil utrzymał się w I lidze. Cel został zrealizowany i to utrzymanie się nam należało, bo przez całą rundę wiosenną prezentowaliśmy bardzo dobrą i solidną dyspozycję.

- Na dodatek skazywany na pożarcie Stomil zapewnił sobie pozostanie w I lidze już kolejkę przed końcem rozgrywek...
- ...chociaż kilka miesięcy temu nikt nam nie dawał szans na utrzymanie! Prowadzono dziwne analizy. Wygraliśmy pierwsze spotkanie, to w drugim meczu miało nam już zabraknąć sił. Następnie mówiono, że kondycyjnie padniemy w piątym lub szóstym meczu, a później, że nie będzie nas gdy przyjdą upały. Słyszałem też opinie, że jak wreszcie przyjdą mecze wyjazdowe (Stomil ten rok rozpoczął od rozegrania sześciu meczów z rzędu w Olsztynie - red.), to stracimy szansę na pozostanie w lidze. My jednak graliśmy coraz lepiej i skuteczniej, dzięki temu w Krakowie w meczu z Garbarnią zapewniliśmy sobie utrzymanie. Chciałbym podziękować piłkarzom, sztabowi szkoleniowemu, z którym dobrze mi się współpracuje, kibicom, działaczom i nowemu inwestorowi, który zaprowadził spokój w drużynie.

- W meczu ze Stalą postawiliście maksymalnie na zawodników punktujących w Pro Junior System. Opłaciło się, bo do klubowej kasy wpadnie 200 tysięcy złotych brutto.
- Nadrzędnym celem zespołu było utrzymanie, dlatego nikt nie ustalał podstawowej jedenastki po to, żeby wpadało jak najwięcej punktów w klasyfikacji Pro Junior System. Ale jak już nadarzyła się sytuacja, że możemy jakieś pieniądze dostać, to o nie powalczyliśmy, wystawiając maksymalną liczbę punktujących młodzieżowców.

- 40 punktów, które w tym sezonie zdobył Stomil, to był wasz cel?
- Na boisku zdobyliśmy 43 punkty! (trzy zostały odjęte przez PZPN za zaległości finansowe - red.). Jednak naszym celem było utrzymanie w lidze, więc nikt nie patrzył na punkty. Wielokrotnie powtarzałem, że spojrzę w tabelę na zakończenie ligi, dlatego wcześniej się nią nie podniecałem.

- Ale po olsztyńskiej porażce 0:2 z Chrobrym Głogów chyba pojawił się moment zwątpienia?
- Na pewno była to bardzo bolesna porażka. Po pierwsze: przytrafiła się na własnym boisku, a po drugie: było to tuż przed Wielkanocą. Chciałem jednak przypomnieć, że do przerwy to my byliśmy lepszym zespołem i lepiej grającym w piłkę. Mieliśmy kontrolę nad tym spotkaniem, niestety, po przerwie straciliśmy bramki w dziwnych okolicznościach i w konsekwencji przegraliśmy. Drużyna jednak cały czas była solidna i skonsolidowana, dlatego gdy w środku tygodnia pojechaliśmy do Katowic, to po ciężkim boju zremisowaliśmy 1:1. Kluczowym momentem było jednak spotkanie z Termalicą Nieciecza, które wygraliśmy pewnie 3:0, następne ważne mecze były w Niepołomicach i w Krakowie. W pewnym momencie pojawił się niepokój, że za dużo spotkań remisujemy, ale jakby tych remisów nie było, to gdzie byśmy teraz byli? Każdy gol był na wagę złota i na wagę utrzymania.

- Wychodzi na to, że mecz ze Stalą Mielec był najsłabszy w waszym wykonaniu...
- Nie chcę wracać do tego spotkania. Delektujemy się tym, że Stomil miał bardzo dobrą rundę, i tym, że w każdym meczu były igrzyska, wspaniała walka i znakomite zachowanie kibiców na trybunach.

- To które wasze wiosenne mecze były najlepsze?
- Trzeba wziąć pod uwagę pierwsze spotkania, bo wtedy była największa niewiadoma, na co nas stać. Dlatego zwycięstwa z GKS Tychy i Wigrami Suwałki były bardzo ważne.

- Najbardziej w tej rundzie szkoda chyba remisów z Jastrzębiem i Odrą Opole, bo wtedy pozostanie w lidze nastąpiłoby szybciej.
- Oczywiście, że szkoda, jednak najbardziej żałuję tych trzech punktów zabranych przez PZPN, bo wprowadziło to zawirowania w naszych szeregach. A co do remisów z Jastrzębiem i Odrą, to oczywiście bolało, że zwycięstwa uciekły nam w ostatnich sekundach, ale w każdym momencie docenialiśmy każdy zdobyty punkt.

- Kluczem do utrzymania były kapitalne transfery. W marcu cieszył się pan, że udało się ściągnąć tych zawodników, których pan chciał. A oni odwdzięczyli się dobrą grą. Mam tu na myśli Szymona Sobczaka, Płamena Kraczunowa, braci Gancarczyków i Bartłomieja Niedzielę.
- Bardzo cenię te nazwiska. Rozmawiałem z tymi zawodnikami od dłuższego czasu, wykonałem setki telefonów, bo nie byli do końca przekonani, że wystartujemy na wiosnę. Zaryzykowali i bardzo nam pomogli w utrzymaniu. Trzeba wyróżnić też Macieja Pałaszewskiego, który w pewnym momencie wskoczył do pierwszego składu i dał jakość piłkarską. Należy podkreślić też rolę naszych starszych zawodników, wychowanków Stomilu, którzy tworzyli atmosferę w szatni. To oni ciągnęli ten wózek. Muszę też podziękować piłkarzom, którzy nie zdołali zadebiutować w drużynie (Mateusz Jarzynka, Sebastian Murawski - red.), bo oni też tworzyli Stomil.

- Nigdy nie pojawiły się chwile zwątpienia? A może miał pan ochotę, by to wszystko rzucić w cholerę i wyjechać - jak to mówią - w Bieszczady?
- Cały czas wierzyłem, że wszystko się ułoży i uda się nam się zakontraktować wszystkich zawodników, z którymi negocjowaliśmy.

- Niewiele grał też Kamil Mazek. Za mało czasu minęło, żeby wrócił do odpowiedniego poziomu po kontuzji?
- W każdym meczu graliśmy o życie, a Kamil jest zawodnikiem typu technicznego. Dostał swoją szansę od pierwszej minuty w meczu z Katowicami.

- Utrzymał pan zespół w I lidze, więc w nagrodę powinien pan poprowadzić Stomil w następnym sezonie. Były już na ten temat rozmowy z prezesem klubu?
- Zostawmy temat mojej osoby i na razie cieszmy się utrzymaniem w I lidze. A kto będzie trenerem w nowym sezonie, czy to będzie Zajączkowski, czy ktoś inny, nie ma już znaczenia. Ja zrealizowałem swój cel wraz z moimi asystentami, którzy są stąd (Sylwester Czereszewski, Adam Zejer, Sylwester Wyłupski - red.). Wszyscy mieszkamy w Olsztynie. Nikt nie dawał nam szans, a my tego dokonaliśmy. Możemy teraz dumnie chodzić po mieście.

- Skromnie podchodzi pan do tego, ale zakładamy, że Zajączkowski zostaje w Stomilu. Kogo zatem chcecie zatrzymać w zespole na kolejny sezon? W głowie jest już pomysł na kadrę, która pozwoli zagrać o coś więcej niż tylko o utrzymanie się w I lidze?
- Wszystkie sprawy personalne są już podjęte. Wiemy, kto odchodzi, a z kim prowadzimy rozmowy o przedłużeniu kontraktu. Wszystko w swoim czasie zostanie przekazane do informacji publicznej. Mamy także już dopięte sparingi i obozy przygotowawcze przed startem nowego sezonu.

- Gdy na stanowisku trenera Stomilu zastąpił pan Kamila Kieresia, od razu pojawiało się wiele sceptycznych głosów. Czy teraz czuje pan satysfakcję, że sporej grupie osób utarł pan nosa?
- Psy szczekają, karawana jedzie dalej. Jeżeli będę przejmował się sceptycyzmem i złym podejściem, to nie mam prawa być trenerem. A gdzie teraz są ci, którzy wtedy narzekali?

- Utrzymanie Stomilu w I lidze to największy sukces w pańskiej karierze trenerskiej?
- Jak najbardziej. Miałem przyjemność pracować w wielu klubach, ale do tej pory utrzymywałem zespoły w II lidze, na przykład Tura Turek i Jezioraka Iława. Teraz jednak utrzymałem zespół w I lidze, więc to jest mój największy sukces.

- Co było kluczem do utrzymania?
- Gdyby już się wyjaśniło, że zagramy na wiosnę, to od razu poczuliśmy wsparcie całego środowiska piłkarskiego w Olsztynie. Doping i pełne trybuny też były bardzo ważnym elementem. W tej sytuacji determinacja zawodników była spora, a władze miasta pracowały wraz z panem Brańskim nad przejęciem klubu. Cieszymy się, że uczestniczymy w historycznym momencie, bo jest to początek nowego Stomilu i zdecydowanie lepszej piłki w Olsztynie. To miasto zasługuje na to, żeby tutaj była jeszcze silniejsza drużyna.

- Grzegorz Lech powiedział, że to utrzymanie jest jak awans.
- No i ma dużo racji, bo wszyscy zawodnicy Stomilu powinni czuć się wygranymi, ponieważ jest to ich spory sukces. Zwłaszcza jak się pamięta, w jakiej sytuacji znajdowaliśmy się zimą. Przygotowywaliśmy się w takich warunkach, że czasami było bardzo wesoło, a czasami bardzo smutno. Jednak jako sztab szkoleniowy zawsze byliśmy przygotowani do zajęć. Czasami trenowało bardzo mało zawodników, ale mieliśmy nadzieję, że się wszystko ułoży. Nasza wiara i determinacja doprowadziły do tego, że nie zwątpiliśmy. Pojechaliśmy na obóz, chociaż śmiano się z nas, że nie będzie zawodników do wystawienia jedenastki. W sparingu z Widzewem Łódź było widać zalążki dobrej gry. Co prawda przegraliśmy 0:2, ale ostatecznie to my zostaliśmy w I lidze, a Widzew z takim budżetem nie awansował. To jest najpiękniejsze w tym wszystkim.
EMIL MARECKI

Polub nas na Facebooku:

Komentarze (7) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. jagor #2737042 | 5.172.*.* 23 maj 2019 13:55

    Śledziłem poczynania naszego olsztyńskiego klubu. Faktycznie był taki moment, gdzy zwątpiłem. Myślałem, że Stomil padnie... Ale gdy patrzyłem na ten zespół, jak zawodnicy ganiają za piłką, jaki charakter ducha, zaangażowanie w grę... Teraz już myślę, że w przyszłym sezonie Stomil będzie stać na dużo więcej... A gdyby tak niespodziewanie zawalczyć o awans? Panie Sylwku, pamięta Pan? Pozdrawiam.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. mieszkaniec #2736540 | 89.228.*.* 22 maj 2019 17:18

    Broni cie Zajaczkowski tylko wynik bo twoje treningi to dno ! twoje powiazania z ilawa to dramat powinienes za to byl juz dawno pogoniony!! ale widac kolezka cie trzyma! zobaczymy czy twoje wynalazki japonskie ukrainskie i paru innych gosci bedziesz trzymal na sile

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. bodzio #2736129 | 94.254.*.* 21 maj 2019 22:49

    Brawo Panie Trenerze. Powodzenia w kolejnym sezonie.

    Ocena komentarza: warty uwagi (4) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. Damian #2736073 | 83.9.*.* 21 maj 2019 21:47

    Pięknie, po takim ciężkim okresie wielka radość dla kibiców Stomilu. Olsztyńska ekipa ma charakter i teraz będzie już tylko lepiej. Brawo cała ekipa!!!

    Ocena komentarza: warty uwagi (5) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  5. Kl #2736059 | 188.147.*.* 21 maj 2019 21:24

    Trenerzy Zajączkowski, Czereszewski i Zejer zostali w Stomilu w najtrudniejszym momencie. Nie słyszałem, aby narzekali, że nie dostają kasy przez kilka miesięcy, robili swoje. Skutecznie, bo utrzymali klub w I lidze. Dlatego byłoby bardzo niestosowne, gdyby miał ich ktoś zastąpić w nowym sezonie. Jasne, że nigdy nie wiadomo, jak długo Piotr Zajączkowski będzie prowadził Stomil, bo w żadnym polskim klubie trenerzy nie są pewni swego jutra. Aktualnie jednak nie powinno być w ogóle dyskusji, kto ma prowadzić Stomil w sezonie 2019/2020 i pewnie prezes jest tego samego zdania.

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

Pokaż wszystkie komentarze (7)