Wtorek, 15 października 2019. Imieniny Jadwigi, Leonarda, Teresy

To nie utrzymanie, tylko awans

2019-05-15 10:00:00 (ost. akt: 2019-05-15 10:40:40)
Grzegorz Lech

Grzegorz Lech

Autor zdjęcia: Paweł Piekutowski

- Fundamenty zostały postawione, teraz trzeba budować piętra nowego Stomilu — mówi Grzegorz Lech. Pomocnik olsztynian strzelił oba gole w meczu z Garbarnią w Krakowie (2:0), stawiając kropkę nad „i” w walce o utrzymanie w I lidze.

— Kiedy rozmawialiśmy jeszcze przed rundą, zapowiedziałeś, że jak w Stomilu unormuje się sytuacja organizacyjna, to piłkarsko spokojnie utrzymacie się w I lidze. Jak się okazało, nie mówiłeś tego na wyrost...
— Misja wykonana — tak to mogę podsumować (uśmiech). O tym ostatnim okresie można by napisać książkę, ai tak ciężko by było wszystko opisać. Każda sytuacja była dla nas ważna, wiele się wydarzyło. Doszliśmy do momentu, że klub może być budowany na lata. Normalność i radość w Olsztynie może gościć bardzo często. Kibice, piłkarze, pracownicy klubu będą mogli pracować w warunkach, które będą stanowiły o sile klubu.

— Początek sobotniego meczu w Krakowie mieliście mocno niemrawy.
— Zaczęliśmy tak, jak chcieliśmy i mecz był pod naszą pełną kontrolą. Taki nakreśliliśmy sobie plan i wszystko było realizowane. Jasne, mieliśmy w pierwszej połowie sytuacje, które mogły zakończyć się golem, ale wiedzieliśmy, że taka gra w końcu pozwoli nam na zdobycie trzech punktów. Dlatego w przerwie spotkania było bardzo spokojnie. W drugiej połowie graliśmy bardzo konsekwentnie, padły wreszcie dwa gole i nasze zwycięstwo nie podlegało dyskusji. W solidnym stylu zapewniliśmy sobie utrzymanie.

— W pierwszej połowie było jednak kilka głupich strat w środku pola...
— Szukasz igły w stogu siana (uśmiech). W każdym meczu pojawiają się błędy i my też ich się nie ustrzegliśmy. Najważniejsze, że plan na ten mecz został wykonany. Zagęściliśmy środek pola i wychodziliśmy często z kontrami. W pierwszej połowie powinniśmy zamknąć wynik, ale zrobiliśmy to, co do nas należało, już po przerwie. Wielkie słowa uznania dla całego zespołu i sztabu szkoleniowego za to, co zrobiliśmy w tej rundzie.

— Mówisz „cały zespół”, ale w Krakowie to ty strzeliłeś obie bramki i to o tobie mówi się najwięcej.
— Cieszy mnie, że strzeliłem dwa gole, bo łącznie mam ich dziesięć, a taki miałem cel na ten sezon. Został nam jeszcze jeden mecz, w którym cała drużyna będzie chciała dobrze zagrać (mowa o sobotnim spotkaniu ostatniej kolejki ze Stalą Mielec w Olsztynie — red.). Chcemy zaprezentować dobry futbol z przeciwnikiem, który jest bardzo mocny, choć i my w tej rundzie też nie jesteśmy ułomkami. Jeżeli realizujemy założone cele i gramy z ogromnym zaangażowaniem, to naprawdę nie musimy się nikogo obawiać.

— Nie żal było schodzić z boiska? Kto wie, może strzeliłbyś jeszcze trzeciego gola...
— Kiedy trafiłem na 2:0, poprosiłem trenera Piotra Zajączkowskiego, żeby nie ściągał mnie z boiska, bo chcę iść po hat-tricka (uśmiech). Drużyna jest jednak po to, żeby wszyscy mieli szansę gry, a że ja w pewnym momencie opadłem z sił, więc poszła zmiana. Najważniejsze jest zwycięstwo i z tego cieszę się najbardziej.

— Od początku rundy kibice Stomilu mocno wierzyli w utrzymanie i wspierali was w każdym spotkaniu. Jednak w Polsce różni eksperci skreślili was już przed pierwszym meczem... Pewnie czujecie satysfakcję, że tak grubo się pomylili.
— Po to są eksperci, żeby kreowali opinie. A my mamy teraz dużą siłę przekazu. Ludzie skupieni wokół klubu cały czas budowali pozytywny wizerunek Stomilu, mówiąc też o tym, że jesteśmy w stanie utrzymać się w tej lidze.
Czy utarliśmy wszystkim nosa? Nie wiem. Wiem natomiast, że z biegiem czasu graliśmy coraz lepiej, bardziej wyrachowanie i ten swój cel mogliśmy osiągnąć dużo wcześniej. No, ale tak widocznie miało być i walka prawie do końca rundy jeszcze bardziej scementowała nasz zespół. Pokazała, gdzie mamy braki, żeby budować tu drużynę na przyszłość. W szatni powiedzieliśmy sobie, że to nie jest utrzymanie, bo skoro wszyscy eksperci skazali nas na spadek, to tak naprawdę my zrobiliśmy awans (uśmiech). Stomil jest znowu w I lidze, Stomil jest nowy, Stomil się buduje. Fundamenty zostały postawione, a teraz trzeba budować piętra nowego Stomilu.

— Zwycięstwo w tym meczu to był wasz „obowiązek”, bo Garbarnia okazała się w tym sezonie najsłabszym zespołem ligi.
— Z szacunku do przeciwnika, jakoś specjalnie nie cieszyliśmy się na boisku z tego zwycięstwa. Chwilę wspólnie poświętowaliśmy w szatni... Wiemy, że to nie są miłe chwile dla Garbarni, która już wcześniej spadła do II ligi. Wielki szacunek dla nich, że w każdym meczu walczyli o dobro swojego klubu. W każdym meczu prezentowali dobry futbol.

— Przed wami już tylko sobotni mecz ze Stalą Mielec (g. 17.30 — red.), na którym powinien pojawić się komplet publiczności. Może być fajne spotkanie, zarówno na trybunach, jak i na boisku.
— Spotkają się dwie drużyny, które dobrze punktują na wiosnę, choć oba zespoły mają totalnie inne systemy grania. Miejmy nadzieję, że stadion będzie całkowicie zapełniony. To będzie takie fajne podsumowanie tego, co się wydarzyło na wiosnę. W każdym spotkaniu czuło się jedność i że ta cała sytuacja zjednoczyła nasz klub. A szczególnie było to czuć w meczu z GKS Tychy... W meczu ze Stalą pokażmy, że to, co się zaczęło z Tychami, będzie teraz i w następnym sezonie.

— Co dalej z Grześkiem Lechem? Jesteś w rewelacyjnej formie i chyba nie zamierzasz kończyć kariery.
— Trzeba będzie usiąść po sezonie i porozmawiać. Chciałbym się dowiedzieć, jaki plan ma trener, jaki jest plan klubu. Wstępne rozmowy się już toczą, ale to musi być plan na przyszłość. Ja już nie chcę uczestniczyć w czymś takim, co było w ostatnich latach. Chciałbym żebyśmy brali udział w tym, co przyniesie splendor klubowi, no i żeby to wszystko poszło do przodu. Rok za rokiem grać tylko o utrzymanie i cieszyć się z tego, to dla mnie jest minimalizm. Fakt, że w tych warunkach, to jest mega sprawa czego dokonaliśmy, ale nie lubię się cieszyć z utrzymania. Radość jest z awansu, dlatego w tym roku podchodzimy do tego tak, jakbyśmy awansowali. Mamy za fajnych piłkarzy, za fajnych pracowników w klubie, żeby co roku budzić się z ręką w nocniku. Myślę, że te czasy już się skończyły i plany klubu pokryją się z moimi i będę mógł uczestniczyć w budowaniu nowego Stomilu.
Emil Marecki

Polub nas na Facebooku:

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB