Poniedziałek, 27 maja 2019. Imieniny Amandy, Jana, Juliana

Na koniec i tak liczy się wynik

2019-05-10 12:00:00 (ost. akt: 2019-05-10 09:45:09)
Indykpol AZS wyeliminował w Pucharze CEV m.in. fiński Hurikaani Loimaa

Indykpol AZS wyeliminował w Pucharze CEV m.in. fiński Hurikaani Loimaa

Autor zdjęcia: Kacper Kirklewski

SIATKÓWKA\\\ Dlaczego Skra nie mogła zostać mistrzem Polski, a Indykpol AZS nie zasłużył na szóstkę? Między innymi o tym mówi pierwsza część alfabetu Michała Żurka, olsztyńskiego libero, który podsumował zakończony niedawno sezon 2018/2019.

* Andringa, czyli kluczowe ogniwo
– Podpisuję się pod tym, co wszyscy powiedzieli o roli Robberta w naszej drużynie... W każdym zespole zwykle jest jakiś jeden bardzo ważny element, czyli kluczowy zawodnik, który spaja drużynę. No i w tym sezonie wszystkie fakty ewidentnie wskazywały na to, że jak był z nami Robbert, to graliśmy dużo lepszą siatkówkę: bardziej kompletną, ładniejszą dla oka, ale i skuteczniejszą. To właśnie on był tym bardzo ważnym elementem w naszym zespole. Nie dość, że to jest bardzo dobry siatkarz, to jeszcze naprawdę fajny gość.

* Bełchatów, czyli odchodzący mistrz
– Skra kojarzy mi się z tym, że zdobyliśmy na niej komplet punktów (3:0 na wyjeździe i 3:1 w rewanżu – red.). A jeżeli Olsztyn zdobywa komplet punktów z Bełchatowem, no, to Bełchatów po prostu nie może w tym sezonie zostać mistrzem Polski (skończyło się na dopiero szóstym miejscu – red.).

* Czarni, czyli Radom w czołówce
– Może i w czołówce, ale ja uważam, że to nie był ich udany sezon (radomianie zajęli piątą pozycję – red.). Zwłaszcza porównując ich potencjał z Zawierciem, z którym bili się o czwórkę. Jak się spojrzy na wyjściowy skład Radomia w tym sezonie, to tam są tylko tacy goście, którzy grali w reprezentacjach albo nadal w nich grają, albo wkrótce będą grali. Nikomu niczego nie ujmując, zgadzam się z tym, co przed decydującym meczem play-off powiedział trener Prygiel (szkoleniowiec Czarnych – red.): że to oni mają większy potencjał i są faworytem. A przegrali tę rywalizację... Uważam, że tak grająca drużyna, zwłaszcza w swojej hali i szczególnie w kontekście początku sezonu, powinna być w czwórce (przez niemal całą pierwszą rundę Czarni byli wiceliderem PlusLigi – red.).

* Dublet, czyli ZAKSA bierze wszystko
– Tak, chociaż mogło to wyglądać zupełnie inaczej, bo blisko tego innego scenariusza było w półfinale Zawiercie (po wygranej w Kędzierzynie, Warta prowadziła u siebie 2:0 w setach i była o jednego seta od finału! – red.). A z drugiej strony, ZAKSA przeżyła swoje kryzysy i na koniec cieszyła się z wyniku. Ja lubię patrzeć na końcowy wynik, a nie na wrażenia artystyczne czy też na to, że ktoś miał po drodze jakieś problemy. A wynik jest taki, że wygrali wszystko: i Puchar Polski, i złoto. Szkoda tylko, że nie przypieczętowali tego awansem do półfinału Ligi Mistrzów, a byli tego bardzo bliscy. Bardzo mnie ciekawi, jak będzie wyglądała kwestia trenera w ZAKSIE na przyszły rok. Bo tam się wiele mówiło o zmianie, a wobec takich wyników ciekawie, jak to się potoczy (od dwóch lat pracuje tam Andrea Gardini – red.).

* Europa, czyli Olsztyn w pucharach
– Może niezbyt ładnie to brzmi w ustach zawodnika, ale podsumuję to tak: to była fajna przygoda ten Puchar CEV. Cieszę się, że zmierzyliśmy się z taką drużyną, jak Kemerowo, czyli nowy mistrz Rosji. Przed pierwszym meczem, rozegranym u nich, rozmawiałem z Fabianem Drzyzgą (występującym w Lokomotiwie Nowosybirsk – red.), który powiedział, że oni bardzo dobrze grają i że ciężko nam będzie. I było, chociaż przegraliśmy dopiero po tie-breaku. A w Olsztynie jak już Rosjanie zostali zmuszeni do pokazania tego, co potrafią, to pokazali nam miejsce w szyku. No, więc ja tego nie rozpatruję tak, że powalczyliśmy czy że mieliśmy szanse na ćwierćfinał. W przekroju obu meczów to była drużyna dużo lepsza od nas. O czym przekonał się sam wielki Zenit Kazań (zdetronizowany przez Kuzbass w mistrzostwach Rosji – red.)...

* Fani, czyli bez kibiców ani rusz
– Nie wiem, czy tak ani rusz, skoro niektóre, nawet dużo wyżej notowane, kluby na to narzekają. A u nas jest zupełnie inaczej: my nawet w tych gorszych sezonach czujemy, że nasi kibice są częścią całego wielkiego AZS-u. Ja to tak odbieram. Jak przegrywamy, to przegrywamy wspólnie i czujemy, że kibice sami szukają jakichś rozwiązań, żeby było lepiej, bo zależy im na tym, żebyśmy wygrywali. A jak wygrywamy, to też są częścią naszej drużyny, razem z nami świętują i śpiewają, że jest zwycięstwo, więc... oni dzisiaj imprezują (śmiech).

* Gdańsk, czyli rywal niewygodny
– Drużyna o dwóch obliczach, która super grała w europejskich pucharach (2:3, 3:2 i przegrana w „złotym secie” z Kazaniem – red.), a słabo w lidze. Szczególnie dużą różnicę w poziomie gry zauważyłem, porównując początek ligi, do której przystąpili bez trenera Anastasiego w okresie przygotowawczym, z drugą rundą, gdzie mieli już trochę czasu, żeby z nim popracować. I wtedy to była zupełnie inna, poukładana drużyna, a postawa odradzających się Maćka Muzaja czy Rubena Schotta, pokazała, że całą robotę robi tam Anastasi. Niestety, przegraliśmy z nimi i dwa mecze w sezonie zasadniczym, i oba w grze o 9. miejsce.

* Hadrava, czyli czeska lokomotywa
– Na tę chwilę najważniejszy zawodnik w naszym zespole. Janek to fajny gość, zawsze pracujący bez żadnego narzekania. Myślę, że jak robić transfery w naszej lidze, to tylko takie: przychodzi zawodnik, nie marudzi, nie gwiazdorzy, nie wymaga Bóg wie czego, ale swoją postawą na treningach i boisku zapracowuje na świetną markę i dobry kontrakt. To powinien być wzór dla wszystkich obcokrajowców na dorobku przychodzących grać do naszej ligi: najpierw trzeba się wykazać, później można stawiać warunki.

* Indykpol AZS, czyli sześć miejsc w dół
– Cieszę się, że pamiętasz to, co przewidywałem przed sezonem: że będzie nam ciężko. Bo nie wszyscy takie rzeczy pamiętają... Nie ma co owijać w bawełnę: to był ciężki i nieudany dla nas sezon. Oczywiście, niektórzy zwalają to na kontuzje, ale ja uważam, że po prostu mieliśmy dużo mniejszy potencjał niż w poprzednich dwóch sezonach. A przypomnijmy, że w tym czasie odeszło od nas kilku gości z kosmicznym potencjałem, reprezentantów albo byłych reprezentantów kraju: dwa lata temu – Olek Śliwka i „Włodi” (Wojciech Włodarczyk – red.), a przed rokiem – Daniel Pliński, Kuba Kochanowski i Tom Rousseaux. A w ich miejsce przychodzą chłopaki, którzy na pewno nie mają takich możliwości i raczej nigdy nie będą grali w reprezentacji. Nikomu nic nie ujmując, bo takie są fakty.
Za nami ciężki sezon, aczkolwiek zgadzam się z naszym prezesem (Tomasz Jankowski – red.), że mogliśmy być te dwa, trzy oczka wyżej. Chociaż z taką grą i z takim potencjałem nie zasługiwaliśmy na szóstkę (Indykpol AZS zajął 10. miejsce – red.)...

* Jastrzębie, czyli skok na podium
– Podium jest, aczkolwiek ja uważam, że – przy tych problemach kadrowych Warszawy w końcówce sezonu – Jastrzębie powinno być w finale. I tak odważnie zamierzam „uderzyć” z tą tezą do trenera Santilliego, którego bardzo lubię i szanuję, i z którym współpracowało mi się rewelacyjnie (uśmiech). To z nim zrobiliśmy rok temu najlepszy wynik AZS-u w ciągu ostatnich 10 lat (w grudniu Roberto Santilli przeszedł z Indykpolu AZS do Jastrzębia – red.)... Trochę przykro było patrzeć na formę Konarskiego czy Fromma, jak oni „zjeżdżają” w najważniejszym momencie sezonu. Zrobili medal, pewnie są zadowoleni, ale – moim zdaniem – to oni powinni bić się o złoto z ZAKSĄ...

* Katowice, czyli pogubione punkty
– Po raz kolejny mówiło się o nich jako o objawieniu ligi, ale ja znów widzę to trochę inaczej. Drużyna, którą poważnie przymierzano do szóstki, ostatecznie nie wytrzymała ciśnienia i na koniec zajęła ósme miejsce. Co nie zmienia faktu, że GKS chyba najbardziej nam nie leżał i oba mecze z nimi były w naszym wykonaniu bardzo słabe (oba przegrane po 1:3; obok ZAKSY i ONICO, tylko z Katowicami olsztynianie nie zdobyli choćby punktu – red.).

* Lux, czyli w PlusLidze nie ma lekko
– Dobrze to kiedyś podsumował „Kadziu” (były reprezentacyjny środkowy – red.): że liga zweryfikuje wszystko. Pewnie, że to nie jest liga włoska czy rosyjska, ale do Polski przychodzili już różni zawodnicy, którzy byli objawieniami innych lig, choćby francuskiej, no i tu poznawali na własnej skórze, że PlusLiga nie jest łatwa. Tu są wypracowane schematy gry, są mądrzy trenerzy i mądrzy zawodnicy ograni na różnych poziomach, no i taki pierwszy sezon nigdy nie jest łatwy dla obcokrajowca. O czym przekonał się też Marcel Lux (słowacki przyjmujący Indykpolu AZS – red.)...
Michała Żurka wysłuchał Piotr Sucharzewski

Polub nas na Facebooku:

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Kebiz #2730023 | 88.156.*.* 10 maj 2019 17:56

    Bardzo sympatyczny alfabet, ale ... nie zgodzie się tylko z sensownością tzw pucharu CEV. To strata czasu, zdrowia i ... pieniędzy, które wydano nic nie zarabiając.

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-1) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)