Poniedziałek, 27 maja 2019. Imieniny Amandy, Jana, Juliana

Oceny za sezon będą wystawione w czerwcu

2019-04-11 12:00:00 (ost. akt: 2019-04-11 09:45:10)
Paweł Galik

Paweł Galik

Autor zdjęcia: Łukasz Szymański

Aż do czwartej wiosennej kolejki III ligi na zwycięstwo czekał Kaczkan Huragan Morąg. – Mam nadzieję, że kryzys już za nami – mówi Paweł Galik, kapitan morąskiej drużyny.

- Odetchnęliście po wygranej 3:0 w Łomży?
- Nie ma co ukrywać, że bardzo się cieszymy ze zwycięstwa. Na pewno Łomża jest jednym ze słabszych zespołów w lidze. W pierwszej połowie stworzyliśmy ze dwie groźniejsze akcje, ale w tej naszej kontroli meczu szału nie było. W drugiej połówce napieraliśmy już zdecydowanie. Ataki zaczęły nam wychodzić, były z tego sytuacje i bramki.
- Na razie praktycznie powtarzacie wyniki z jesieni, bo wtedy też pierwszy komplet punktów zapisaliście na swoim koncie po Łomży.
- Musimy powiedzieć otwarcie, że początek rundy mamy bardzo słaby. Nie ułożyły nam się pierwsze mecze. Może inauguracja przeciwko Olimpii Zambrów nie była jeszcze taka zła, bo zapracowaliśmy na ten remis, ale mecz w Ostródzie był kuriozum. Od tego zaczęły się nasze problemy. Nie ma co ukrywać, że morale spadły. Straciliśmy dwie bramki w przeciągu dwóch minut na początku meczu. Potem próbowaliśmy coś zrobić, żeby nie było kompletnego blamażu, ale zabrakło jednej bramki. Ze Zniczem Biała Piska graliśmy na przełamanie, ale dalej wyglądaliśmy słabo. Mam nadzieję, że po ostatnim meczu to się zmieni.
- Jak się nie zmieni, to czeka was walka o utrzymanie, a założenia na sezon były z pewnością inne.
- Przygotowani jesteśmy dobrze, fizycznie znosimy trudy meczów bez problemu, ale jest jakiś problem mentalny. Zaczynamy grać dopiero, jak nam się pali grunt. Z perspektywy kilku lat wiemy, że drugie rundy są trudniejsze i to się nie zmienia. Trzeba to przeżyć. Mam nadzieję, że kryzys już za nami. Po zwycięstwie jesteśmy w lepszych nastrojach i teraz chcemy piąć się w górę tabeli, by zapewnić sobie jak najszybciej bezpieczny byt w III lidze. Nie szarpiemy się na czub tabeli, ale cały czas utrzymuję, że stać nas na pewno na górną połowę.
- Czyli planu B nie przewidujesz?
- Na pewno nie możemy się zdrzemnąć, bo ostatnie wyniki pokazały, że dół może punktować z górą i nie ma w tym przypadku. Nie możemy oglądać się, że gramy teraz zespołami, które mają mniej punktów od nas (w najbliższej kolejce ze Świtem, a na przełomie kwietnia i maja z Mazurem i Victorią – red.), bo za chwilę możemy nie mieć na kogo patrzeć. Musimy robić swoje i wygrywać. Wiemy, gdzie tkwi nasz problem, ale mamy doświadczony zespół, choć było trochę rotacji. Piłkarsko jesteśmy w stanie wygrać z każdym, lecz musimy w końcu grać od pierwszej do ostatniej minuty na naszym dobrym poziomie. W tej lidze można wygrać podstawami, nie trzeba być jakimś wirtuozem piłkarskim. Czasami wystarczy solidnie stanąć w defensywie, kopnąć dwa razy piłkę do przodu i strzelić gola.
- Derby w Ostródzie będą takim symbolem waszej postawy w tym sezonie? Najpierw wstrząs, a potem harówka, by gonić wynik, choć bez szczęśliwego finału.
- W Ostródzie to my nawet dobrze piłki nie kopnęliśmy, a już w 7. sekundzie dostaliśmy gola. Za chwilę rywale poprawili z wolnego. Kolejne sytuacje wynikały z naszego ustawienia. Siłą rzeczy musieliśmy się odkryć, żeby szukać kontaktu i strzeliliśmy dwie bramki. Śmiem twierdzić, że zabrakło troszeczkę. Ale ten mecz też pokazał, że z każdym można walczyć nawet od wyniku 0:2 na wyjeździe. To problem, który leży w naszych głowach. Potrafimy się zmobilizować i ruszyć dopiero wtedy, gdy coś się dzieje. Na pewno trzeba nad tym pracować.
- Nie szkoda wam opinii solidnego trzecioligowca, na którą zapracowaliście w poprzednich sezonach?
- Faktycznie wcześniej było tak, że Huragan słynął z solidnej obrony, był mocny w ataku i zawsze coś wpadało. A teraz strzelamy bramki, ale nie przystoi tracić ich w taki sposób, jak my to robimy. Tu nie chodzi o obronę, lecz o cały zespół, o to jak wyglądamy w tym niższym pressingu. Nad tym trzeba popracować. Przed nami jest jeszcze praktycznie połowa sezonu, więc zobaczymy, jak to wyjdzie. Czas rozliczeń będzie w czerwcu.
- Los szybko dał wam okazję do rewanżu za ligową porażkę, bo ze Zniczem spotkacie się teraz w ćwierćfinale Wojewódzkiego Pucharu Polski. Zadowolony z rywala?
- Trochę się dziwię, że nie było rozstawienia drużyn, choć jakoś specjalnie tego nie śledziłem. Nie możemy rozważać, czy trafiliśmy na słabszy, czy też na mocniejszy zespół. Pokazaliśmy już, że niespodzianki da się zrobić nawet z rywalem z Ekstraklasy. Rachunki na pewno są do wyrównania, ale Znicz to solidny zespół, myślę, że podobny do naszego. Są dobrze ustawieni, nieźle atakują. Jeśli mamy myśleć o powtórce naszej fajnej przygody z pucharem w ogólnopolskiej stawce, to trzeba ogrywać każdego. Na pewno nie będzie oszczędzania. Klub dał jasno do zrozumienia, że stawia mocno na puchar i nie dziwię się, bo o naszych meczach jesienią z zespołami z Ekstraklasy zrobiło się bardzo głośno.
Łukasz Szymański






Polub nas na Facebooku:

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB