Wtorek, 15 października 2019. Imieniny Jadwigi, Leonarda, Teresy

Mosakowski: Za głęboko się cofnęliśmy

2019-04-02 10:00:00 (ost. akt: 2019-04-02 10:38:51)
Jakub Mosakowski

Jakub Mosakowski

Autor zdjęcia: Emil Marecki

- Dopiero w końcówce Jastrzębie trochę przycisnęło, ale to jest normalne, bo tak grać musieli, chcąc zdobyć punkty. No i, niestety, im się udało - po meczu z GKS Jastrzębie (1:1) mówi Jakub Mosakowski, obrońca Stomilu Olsztyn.

- Jak ocenisz sobotnie spotkanie?
- Pod koniec niepotrzebnie oddaliśmy inicjatywę, za głęboko się cofnęliśmy. Szkoda dwóch punktów, bo można było wygrać ten mecz. Niestety, przydarzyła się głupia bramka stracona po rzucie wolnym podyktowanym po kontrowersyjnym faulu. Ale to jest kwestia oceny, a ja nie chcę się mieszać w sprawy sędziowskie, bo nie mam do tego papierów, nie mam ukończonego kursu i może się nie znam.
- Jastrzębia zaatakowało w drugiej połowie, ale z perspektywy całego meczu to jednak wy byliście minimalnie lepsi.
- Konsekwentne bronienie się, dobre przesuwanie w obronie oraz solidne zamykanie stref spowodowały, że rywale nie mieli sytuacji stuprocentowej. Bo jeśli piłka spada na 12. metr, po czym blokujemy strzał, to nie jest to nawet pół sytuacji. Rywale prowadzili grę, byli też pewnie częściej przy piłce, ale sytuacji bramkowych nie mieli.
- Jak obrońca przeżywa taki napór rywala?
- Jesteśmy przygotowani i na rzucanie długich podań, i na krótkie zgrania. Obrońca od tego jest, żeby asekurować strefy boczne i walczyć w swojej strefie przez cały mecz. Oceniając z perspektywy obrońcy, to tym razem nie było jakoś bardzo dużo roboty. Dopiero w końcówce Jastrzębie trochę przycisnęło, ale to jest normalne, bo tak grać musieli, chcąc zdobyć jakieś punkty. No i, niestety, im się udało.
- Może rozbiła was kontuzja Pawła Głowackiego (zszedł z boiska po 27 minutach - red.)?
- Paweł jest kluczową postacią u nas, to taka typowa „szóstka”. Nie chcę mówić, że to nas rozbiło, bo za niego wszedł Maciek Pałaszewski i też dobrze wyglądał na boisku. Wiadomo, że to troszkę inny profil zawodnika, bo gra bardziej do przodu, ale nie brakowało też go z tyłu. Wołaliśmy i Maćka, i Waldka (Gancarczyka - red.), którzy generalnie dobrze wywiązywali się z zdań defensywnych.
- 6 kwietnia po raz szósty z rzędu zagracie w Olsztynie. Jakiego spotkania się spodziewasz?
- Chojniczanka ma całkiem niezły zespół, zresztą zawsze tak było. Nie są niby zamieszani w walkę o utrzymanie, ale przegrają jeden, drugi mecz i zaraz mogą być w nią jednak zamieszani. Nam nadzieję, że w sobotę pokażemy na co nas stać i wygramy z Chojniczanką.
- W meczu z Rakowem nie zagrałeś z powodu wyjazdu na zgrupowanie reprezentacji Polski U-19. W efekcie sporo nie trenowałeś ze Stomilem. Nie bałeś się zatem, że z tego powodu wypadniesz ze składu?
- Lekka obawa była, bo trenowałem tylko dwa dni przed tym meczem, ale trener Piotr Zajączkowski postawił na mnie, no i chyba go nie zawiodłem. Miałem dwa-trzy niewielkie błędy, ale w sumie dobrze mi się grało.
- Jak podsumujesz swój pobyt na kadrze?
- Zdobyłem kolejne doświadczenie. Zagrałem m.in. przeciwko Francji, z którą wywalczyliśmy remis. Wystąpiłem na nietypowej pozycji, bo jako defensywny pomocnik, ale myślę, że trener (Dariusz Gęsior - red.) był zadowolony. Z zadań defensywnych dobrze się wywiązałem, brakowało tylko gry do przodu, ale to nie było najważniejsze. Zagrałem też końcówkę meczu z Szwajcarią, wszedłem na bok obrony, jednak tam to było już bronienie bezbramkowego remisu. Szkoda, że nie udało się awansować do mistrzostw Europy. To koniec mojej przygody z reprezentacją U-19, teraz mam nadzieję, że dostanę szansę gry w U-20. Będę mocno na to pracował.
- Liczysz jeszcze na powołanie na zbliżające się mistrzostwa świata U-20, które zostaną rozegrane w Polsce?
- Jeżeli będę dobrze wyglądał w I lidze, to dlaczego nie? Zdaję sobie jednak sprawę, że trener Jacek Magiera ma już praktycznie wyselekcjonowaną kadrę, ale mimo to będę robił wszystko, żeby być gotowym na takie powołanie.
- Wiosną wskoczyłeś do pierwszego składu Stomilu. Można się pokusić o stwierdzenie, że skorzystałeś na tym, że zimą z zespołu odeszło dwóch środkowych obrońców.
- Ale ja na każdy swój występ ciężko zasuwam na treningu! Nie odpuszczałem, nie odstawiałem nogi i trener to docenił. Zagraliśmy dwa spotkania i obydwa były na zero z tyłu. To cieszy z perspektywy obrońcy. Jest to podstawa do tego, że w całej rundzie stracimy mało goli. Miałem kilka ofert z klubów w przerwie, ale zostałem, bo kocham to miasto i ten klub. Wychowałem się tutaj, wierzyłem zawsze, że wystartujemy w rundzie wiosennej. Ciężko pracowałem na każdym treningu i zasłużyłem na swoją szansę gry od pierwszej minuty.
- Grasz teraz na środku obrony. Jest zdecydowanie lepiej niż na lewej stronie?
- Dla mnie nie ma to różnicy, ja po prostu chcę grać. Wiadomo, że większość czasu występowałem na środku, ale jak trener zdecyduje, że mam grać na lewej stronie, to wypełnię to zadanie najlepiej jak potrafię.
- Boczny obrońca ma jeszcze także zadania ofensywne. Czasami dzielenie uwagi na jedno i drugie jest dość ciężkie.
- W treningu dobrze mi wychodzą wrzutki, więc nie jest to jakiś problem dla mnie. Mimo wszystko na środku czuję się pewniej.
EMIL MARECKI

27. kolejka
* 6 kwietnia: Stomil - Chojniczanka (18), Bytovia - Sandecja, Warta - Wigry, Stal - Raków
* 7 kwietnia: ŁKS - Puszcza, Podbeskidzie - Tychy, Garbarnia - Jastrzębie, Nieciecza - Odra Opole, Katowice - Chrobry

Polub nas na Facebooku:

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB