Poniedziałek, 27 maja 2019. Imieniny Amandy, Jana, Juliana

Skiba: Zawsze walczymy o zwycięstwo

2019-03-26 13:00:00 (ost. akt: 2019-03-26 13:10:02)
Piotr Skiba, bramkarz Stomilu Olsztyn

Piotr Skiba, bramkarz Stomilu Olsztyn

Autor zdjęcia: Emil Marecki

- Nie jest ważne, czy przyjeżdża do nas lider, wicelider czy zespół z ostatniego miejsca: my wychodzimy na boisko i gryziemy trawę - mówi Piotr Skiba, bramkarz Stomilu, który w sobotę urwał punkty głównemu kandydatowi do awansu.

- Przyjechał do Olsztyna zdecydowany lider I ligi, Raków Częstochowa, a wy znów nie daliście się pokonać (w trzech poprzednich meczach rundy wiosennej Stomil wywalczył dwa zwycięstwa i remis - red.)...
- I z tego możemy być zadowoleni, mimo że przespaliśmy początek spotkania, bo już w trzeciej minucie zrobiło się 0:1. Wiedzieliśmy, że ich mocną stroną są rzuty wolne i dośrodkowania, no i właśnie po jednym z takich zagrań straciliśmy bramkę. Na początku oddaliśmy liderowi trochę pola gry, ale było widać u nas agresję i chęć zapunktowania w tym meczu. Zresztą, my na każde spotkanie wychodzimy z takim nastawieniem, że musimy punktować, bo inaczej nie utrzymamy się w tej lidze. I nie jest ważne, czy przyjeżdża lider, wicelider czy zespół z ostatniego miejsca: niezależnie od tego, my wychodzimy na boisko po to, żeby gryźć trawę i wyszarpać punkty. Tylko walka w każdym meczu sprawi, że wykonamy nasz plan, czyli utrzymamy się w pierwszej lidze.

- Dlaczego w tych pierwszych minutach daliście się zaskoczyć rywalowi?
- Jak mówię: oddaliśmy za dużo pola gry gościom. Za daleko byliśmy od przeciwnika, a oni klepali sobie spokojnie piłkę, „przeciągali” nas od prawej do lewej strony, mieli za dużo swobody...
Ważne, że - mimo tak szybko straconej bramki - udało nam się wyciągnąć wynik na 1:1. Mieliśmy też sytuacje, po których mogliśmy zdobyć zwycięską bramkę. Jasne, przed meczem każdy wziąłby w ciemno remis z liderem, ale my zawsze walczymy o komplet punktów, które przybliżają nas do utrzymania.

- Mogłeś się lepiej zachować przy straconej bramce?
- Nie wiem, skąd wyskoczył Patryk Kun. Pod nogami Jaśka Bucholca przebiegł, wyrósł jak spod ziemi... Trafił we mnie, ja instynktownie odbiłem piłkę, ale niestety prosto pod nogi Miłosza Szczepańskiego. Byłem bez szans, ale jeszcze będę musiał to przeanalizować na wideo, czy mogłem lepiej tę piłkę odbić. Chwała chłopakom, że - po tak szybko straconej bramce - potrafili rozkręcać się z minuty na minutę.

- Koledzy z boiska tworzyli akcje, ale aż do 80. min Stomil nie potrafił strzelić gola. Co wtedy czuje bramkarz?

- Ja cały czas wierzę w swoich kolegów. Grzegorz Lech strzelił piękną bramkę i strasznie się z tego cieszyłem. No, ale w końcówce pierwszej połowy mieliśmy „dwusetkę”, wcześniej precyzyjniej mógł strzelił Mateusz Gancarczyk, a Raków miał jedną sytuację w pierwszej połowie i ją wykorzystał. Tak na gorąco, to jest niedosyt, że nie udało się tego meczu wygrać.

- Przed wami jeszcze dwa spotkania u siebie (z Jastrzębiem i Chojniczanką - red.) i aż chciałoby się zgarnąć komplet sześciu punktów przed pierwszym na wiosnę wyjazdem (do Opola - red.).
- Dobrze, że gramy te spotkania u siebie. Zwłaszcza, że nasza publiczność wierzy w nas od początku do końca i niesie nas do zwycięstw. W Olsztynie musimy punktować, ta runda jest krótka... Na razie skupiam się na najbliższym spotkaniu i z Jastrzębiem musimy zgarnąć komplet punktów (uśmiech). Dopiero później przyjdzie czas na analizę Chojniczanki.

- W końcu możemy rozmawiać tylko o problemach sportowych, a nie o organizacyjnych...
- Żyjemy, to zresztą widać podczas spotkań w Olsztynie. Potrzebowaliśmy normalności. Zespół był tworzony za pięć dwunasta i z każdym spotkaniem uwidacznia się tożsamość tej ekipy. Coraz głośniej o nas, coraz więcej jest sponsorów, przychodzi komplet widzów, mówi się też o zwiększeniu liczby miejsc siedzących na obiekcie. Daj Boże, żeby ten marazm już nie wrócił. Powolutku wychodzimy na prostą i to wszystkich cieszy.

- Gdy jeszcze niedawno Stomil znów był w wielkich tarapatach, nie miałeś ochoty rzucić tego wszystkiego? Przecież poradzisz sobie bez grania w piłkę.
- Nie chcę do tego tak podchodzić, że skoro mam firmę, to sobie poradzę. Jak jestem w klubie, to jestem piłkarzem, bramkarzem i z chłopakami z szatni żyję na 100 procent. Oddzielam życie sportowca od życia poza piłką. Przychodząc do klubu, wchodząc do szatni, nic innego się dla mnie nie liczy. Porażki podcinają skrzydła, ale trzeba umieć się podnieść. Gram w Stomilu i chcę być rozliczany za postawę na boisku...
Emil Marecki
Polub nas na Facebooku:

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Paaannnie redaktorze! #2704461 | 77.111.*.* 26 mar 2019 21:06

    Błędy stylistyczne aż rażą! Na przykład: "mówi Piotr Skiba, bramkarz Stomilu, który w sobotę urwał punkty głównemu kandydatowi do awansu" wynika, że to Piotr urwał punkty.

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz