Piątek, 14 grudnia 2018. Imieniny Alfreda, Izydora, Zoriny

Paula Plichta: lubię to, co robię

2018-08-25 13:00:00 (ost. akt: 2018-08-24 17:30:53)

Autor zdjęcia: Beata Szymańska

- Po prostu lubię to, co robię i dlatego ciągle jeszcze trenuję — uśmiecha się Paula Plichta. 27-letnia olsztynianka jest "od zawsze" jedną z najlepszych gimnastyczek w Polsce, a od dwóch lat szkoli swoje następczynie w UKS SMS.

— Dzwonię trzy minuty po umówionej godzinie. Rozbiłem pani plan dnia?
— (śmiech). Nie, nic się nie stało. Myślę, że jakoś sobie poradzę.
— Sportowcy miewają problemy z ułożeniem sobie życia po zakończeniu kariery, ale pani to chyba nie będzie dotyczyć. Bo już teraz ma pani tyle zajęć, że na sport jest coraz mniej czasu...
— No właśnie (uśmiech). Generalnie zostałam w tym samym miejscu, czyli w szkole przy Gietkowskiej, tylko że teraz mam też trochę innych obowiązków (mowa o Szkole Mistrzostwa Sportowego, od lat wypuszczającej w świat czołowe polskie gimnastyczki, wśród których poczesne miejsce zajmuje Paula Plichta — red.).
— Jest pani tuż po treningu. Co to były za zajęcia?
— Z „moimi” dziećmi. Jestem zatrudniona w szkole jako trener i prowadzę zajęcia z dziewczynkami, które po wakacjach pójdą do trzeciej klasy podstawówki. Od początku, czyli od dwóch lat, trenują pod moim okiem.
— Mają już za sobą debiutanckie starty?
— Tak, pierwszy raz wysłałam je na zawody już w pierwszej klasie. Żeby od małego oswajały się z tą atmosferą. Rok temu też pojechaliśmy na międzywojewódzkie mistrzostwa młodzików, no i jedna z dziewczynek zdobyła srebrny medal. Tak że jest fajnie (uśmiech).
— No i jak się pani podoba to uczucie? Bo to chyba całkiem co innego: samej zdobywać medale albo doprowadzić kogoś do medalu...
— Na pewno są większe emocje, ponieważ jestem — tak naprawdę — bezradna: kiedy moja zawodniczka wchodzi na przyrząd, to ja już nic nie mogę zrobić... Mogę siedzieć i tylko trzymać kciuki, więc nerwy są większe. Szczerze mówiąc, wolę odpowiadać za swój start niż za kogoś, bo to jest mniej stresujące.
— Skoro już o pani mowa, to niedawno kolejny raz stanęła pani na podium mistrzostw Polski.
— No tak: sama się przygotowałam na ten jeden przyrząd, no i udało mi się zdobyć w Gdańsku srebrny medal w ćwiczeniach wolnych.
— Mimo, że — nie zaglądając specjalnie w metrykę — była pani chyba najstarsza w stawce. Dość dziwnie to brzmi w przypadku 27-letniej osoby...
— Muszę sprostować: starsza ode mnie jest Marta Pihan-Kulesza (31-letnia dziś olimpijka z Pekinu — red.), która też startowała w Gdańsku. Tak że jestem dopiero druga, jeśli chodzi o starszeństwo (śmiech). A że czas ucieka... Niestety, tak to już jest.
— A z czego to wynika, że tak mało jest czynnych zawodowo gimnastyczek po 25. roku życia?
— Myślę, że przede wszystkim z tego, że gimnastyka jest takim sportem, gdzie trzeba bardzo wcześnie zacząć trenować. Ja na przykład zaczęłam w wieku 7 lat, a moje rówieśniczki też zajęły się treningami, będąc jeszcze małymi dziećmi, więc jak już się dochodzi do wieku, powiedzmy, 22 lat, to ma się za sobą te 15 lat przepracowanych w sali. Ja mam teraz 27 lat, z czego 20 lat trenowałam gimnastykę. I od początku to jest mocny trening. A w takiej siatkówce, jak się zaczyna „prawdziwe” treningi, mając na przykład 12-13 lat, to i ta granica zmęczenia „materiału” też się przesuwa.
— Dwadzieścia lat w gimnastyce i dalej nie ma pani dość?
— Nie, bo ja po prostu lubię to, co robię (uśmiech). Sprawia mi to ogromną przyjemność i dlatego ciągle jeszcze trenuję.
— Orientuje się pani, który to jest medal w pani karierze?
— Ostatnio liczyłam i wyszło mi coś koło pięćdziesiątki. To chyba czterdziesty dziewiąty medal mistrzostw Polski, ale nie jestem pewna.
— Wypada dociągnąć do okrągłego jubileuszu.
— No właśnie (śmiech). Tym bardziej będzie mi się chciało trenować.
— Ma pani jeszcze czas na swoje treningi gimnastyczne? Czy to są już tylko takie doraźne działania przed mistrzostwami Polski?
— Generalnie aktywnie spędzam czas. Teraz nie mam okresu przygotowawczego, więc nie jestem w sali, ale chodzę na siłownię, biegam i robię taka pozostałą aktywność. Żeby później nie budować siły od podstaw, ale móc od razu wejść w ćwiczenie elementów gimnastycznych.
— A ten okres przygotowawczy zaczyna się w gimnastyce bardzo szybko...
— Tak, moje dziewczynki trenują przez całe wakacje. Pierwszy obóz miały w lipcu, tak samo, jak ja kiedyś miałam. Teraz już nie muszę ćwiczyć nowych elementów, bo bazuję na tym, co wypracowałam przez lata, więc moje przygotowania trochę inaczej wyglądają.
— Jak jest z nowym narybkiem? Dzieci garną się do gimnastyki czy nie bardzo?
— Jest ciężko i to nie tylko w gimnastyce. Nawet jak rozmawiam z trenerami z innych dyscyplin, to słyszę to samo: generalnie dzieci nie lubią się przemęczać. Niestety, tak to dzisiaj wygląda... Chociaż ja akurat na swoją grupę nie mogę narzekać: jest mało liczebna, bo mam tylko siódemkę, ale to są dziewczynki, które bardzo chcą trenować. A to jest najważniejsze. Czy jest mniej czy bardziej ciężko, to one ćwiczą i chcą ćwiczyć.
— Nie tak dawno poważnie zajmowała się pani także crossfitem. Dalej ma pani na to czas?
— Chodzę sobie wieczorami czy to na crossfit, czy na siłownię, ale już nie startuję w zawodach. Dlaczego? Bo jak bym chciała coś osiągnąć w crossficie, to bym musiała spędzać po trzy, cztery godziny dziennie w siłowni. A na to nie mam ani czasu, ani, tak naprawdę, chęci (uśmiech). Chcę trenować dla siebie, ale i dla przyjemności.
— Co jeszcze ma pani w swoim codziennym grafiku?
— Jest końcówka wakacji, więc teraz mam tylko zajęcia w Szkole Mistrzostwa Sportowego, ale od września zaczną się inne obowiązki. W Olsztyńskiej Szkole Wyższej prowadzę zajęcia gimnastyki dla każdego, w sekcji taekwondo Startu będę pomagać przy treningach, no i prowadzę gimnastykę dla crossfiterów w Fitmanii. Tak że troszeczkę tych zajęć jest poza pracą (uśmiech). Ale na razie są jeszcze wakacje, jest nieco luźniej, więc teraz zbieram siły na cały rok.
— Przy tylu obowiązkach bez samochodu chyba ani rusz...
— Nie da się ukryć. W roku szkolnym miałam tak poustawiane zajęcia, że było na przykład 15 minut na dojazd w inne miejsce. Ale poza tymi dojazdami, i tak teraz mam jednak więcej czasu niż wtedy, gdy jeszcze studiowałam czy uczyłam się w liceum. Mogę i wyjść do kina, i spotkać się ze znajomymi... Kiedyś było z tym ciężko.
— Wybrałaby pani jeszcze raz życie gimnastyczki?
— Zdecydowanie tak. Bo sprawia mi to przyjemność. Po prostu (uśmiech).
Piotr Sucharzewski
Polub nas na Facebooku:

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. fan #2564319 | 88.156.*.* 26 sie 2018 21:36

    podziwiam i gratuluje takich pasjonatów sportów/trenerów - czy w tym przypadku trenerek nam potrzeba. Tu są prawdziwe mistrzynie a nie ci pożal się boże kopacze dotowani non stop przez miasto.

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-2) ! - + odpowiedz na ten komentarz