Sobota, 18 sierpnia 2018. Imieniny Bogusława, Bronisława, Ilony

Piękna historia o Warmii, niestety, bez happy endu

2018-07-18 16:00:00 (ost. akt: 2018-07-18 16:16:32)
Andrzej Poduszko na stadionie Warmii

Andrzej Poduszko na stadionie Warmii

Autor zdjęcia: Artur Dryhynycz

Andrzej Poduszko prawdopodobnie jest najwierniejszym w historii kibicem olsztyńskiej Warmii. Wszystko zaczęło się w 1946 roku, gdy obejrzał mecz na Stadionie Leśnym. Dzisiaj Leśny nie istnieje, a los Warmii też wisi na włosku.

Z panem Andrzejem umówiliśmy się na stadionie Warmii, bo ten klub jest jego największą sportową miłością. A wszystko zaczęło się w 1946 roku...

- 15 sierpnia jako siedmiolatek przyjechałem z Białegostoku do Olsztyna - wspomina Andrzej Poduszko. - No i pod koniec sierpnia dziadek, który razem z babcią mnie wychowywali, bo rodzice zostali w Białymstoku, zabrał mnie na Stadion Leśny, gdzie miał się spotkać z jakimś znajomym z czasów wojny. Okazało się, że był tam mecz piłkarski - w żółtych koszulach grał Kolejarz, tak w każdym razie powiedział mi wtedy dziadek (oficjalnie nazwa Kolejarz zaczęła obowiązywać dopiero w 1949 roku - red.). Drugim zespołem była albo Gwardia, albo Społem. Był to zwykły sparing, więc nie było nawet sędziów bocznych. Zapamiętałem ten mecz, bo był to mój pierwszy kontakt z Kolejarzem oraz z piłką nożną. Kolejarz grał wtedy na Leśnym, bowiem obecny stadion Warmii powstał dopiero na przełomie 1955 i 1956 roku. Pamiętam, że w 1956 roku jako trzecioklasiści Technikum Kolejowego przychodziliśmy tu pomagać w pracach porządkowych. Zresztą cała Dyrekcja Okręgowa Kolei Państwowych, w której pracował mój dziadek, też tu przychodziła na tzw. prace społeczne - opowiada pan Andrzej.

Warto dodać, że pierwszy mecz piłkarski w polskim Olsztynie rozegrano na Stadionie Leśnym 15 lipca 1945 roku w 535. rocznicę zwycięstwa pod Grunwaldem. Jedną drużynę stworzyli kolejarze, a drugą pracownicy spółdzielczości spożywców Społem, których uzupełniono kilkoma milicjantami. Mecz wygrali 2:1 Kolejarze, a 15 lipca 1945 roku uznaje się za moment powstania pierwszych klubów sportowych w stolicy naszego regionu. Jednym z głównych inicjatorów tego wydarzenia był Tadeusz Białowąs-Abramski.
A oto uczestnicy historycznego meczu: Spożywcy - Szydlik, Markowski, Drzała, Kazimierz Tippe, Robaszewski, Michalski, Władysław Tusznio, Tadeusz Osękowski, Tatarkiewicz, Tadeusz Abramski-Białowąs, Chrzanowski, Jerzy Konecki, Prusik i Mikołajczyk; Kolejarze - Mieczysław Gajęcki, Czekała, Gontowski, Feliks Andrzejczak, Bogusław Mucha, Bolesław Paradowski, Czesław Nowakowski, Kazimierz Skowroński, Kazimierz Troicki, Leszek Kopacz, Eugeniusz Nartowski.

- Na ulicy Szymanowskiego, gdzie mieszkaliśmy, naszym sąsiadem był Zygmunt Fabianiak, znany wówczas sędzia piłkarski, w którym podkochiwała się moja ciotka - wspomina dalej Andrzej Poduszko. - Dwie klatki dalej w stronę ulicy Paderewskiego mieszkał Leon Bałtrun, lewoskrzydłowy Kolejarza. Bałtrunów było zresztą trzech. Najmłodszy Jan grał w ubowskiej Gwardii, a najstarszy Józef biegał na lewej obronie w Kolejarzu. Był to wtedy najsilniejszy klub w Olsztynie, a ja każdy mecz bardzo przeżywałem. Pamiętam na przykład, że po porażce 1:2 z Gwardią Warszawa wróciłem zapłakany do domu. W Gwardii pierwsze skrzypce grał wówczas niejaki Hachorek (Stanisław Hachorek to 16-krotny reprezentant Polski, uczestnik igrzysk olimpijskich w Rzymie w 1960 roku oraz król strzelców I ligi - red.). Inni piłkarze, których z tamtych czasów pamiętam, to: Pilarski, który przyszedł z Wąbrzeźna i grał na środku ataku, poza tym na tej samej pozycji występował Stanisław Siwek, który miał krzywe nogi i pseudonim „Lala”, a jak się przewrócił, to zaraz wstawał niczym wańka-wstańka. Potem jeszcze Franek Czanik zastąpił Józefa Bałtruna na obronie. Po meczu zawsze sześciu-siedmiu zawodników przychodziło do Lońki Bałtruna, a przez otwarte okno na całą ulicę było potem słychać ich śpiew: radosny po zwycięstwie lub smutny po porażce. Trzeba przyznać, że głosy mieli donośne i repertuar urozmaicony, bo były też w nim pieśni żołnierskie i patriotyczne. Ich żony złościły się z tego powodu strasznie, a my, dzieciaki, wystawaliśmy pod oknem (śmiech).

- W 1957 roku po walnym zebraniu, w którym uczestniczył m.in. mój wujek Roman Janiszewski, zmieniono nazwę na Warmia. Wujek był klubowym skarbnikiem i przed meczem często dawał mi bilety do stemplowania. W drużynie występowali wtedy głównie kolejarze. W III lidze głównym naszym rywalem była warszawska Polonia. W bramce Warmii grali wtedy Jan Zienkiewicz, potem Zygmunt Świeboda, który po zakończeniu kariery piłkarskiej został sędzią... bokserskim, oraz Zbigniew Zienkiewicz, syn Jana. W pomocy był Antoni Zyskowski, który twierdził, że przed wojną jako junior grał w lwowskiej Pogoni. W pomocy występowali także Pacewicz i Włodarczyk, o których biły się kluby z drugiej i podobno nawet z pierwszej ligi, ale oni nie chcieli odchodzić z Olsztyna. Cóż, to były inne czasy i inni ludzie...

- Olbrzymią rolę w historii klubu odegrał Władysław Brzozowski, który mieszkał na ulicy Reymonta i z całego Zatorza ściągał chłopaków, a potem trenerzy wybierali z nich kandydatów do gry w Warmii. Na początku lat 60., gdy kierownikiem sekcji piłki nożnej był Tadziu Kocęba, do Olsztyna przyjechała rodzina Romów, której członkiem był Stanisław Stójka. Cóż to był za niesamowicie zwinny piłkarz... Przez kilka lat występował w Warmii, jednak jego karierę przerwała kontuzja. Szczególnie w pamięci utkwiły mi mecze z toruńskim Pomorzaninem, gdy trafiliśmy do gdańskiej grupy III ligi. Był to także klub kolejowy, więc kibice obu drużyn często się znali i lubili. Zdarzało się, że do Torunia jechaliśmy dwoma lub nawet trzema wagonami, a po meczu wracaliśmy albo zapłakani, albo ze śpiewem na ustach. Pamiętam też mecz ze Starem Starachowice, z którym Warmia walczyła o awans. Cała ulica Partyzantów była zastawiona kilkudziesięcioma ciężarówkami, którymi przyjechali kibice ze Starachowic.Ale ostatecznie to Warmia wygrała 3:0, a po ostatnim gwizdku sędziego kilkuset olsztyńskich kibiców trzykrotnie obiegło boisko, dumnie wymachując klubową flagą.

- Niestety, dzisiaj klubowy stadion to obraz nędzy i rozpaczy. Nie ma nikogo, kto by się tym chciał zająć. Kolej już dawno opuściła Warmię, dlatego dzisiaj jest to Koleżeński Klub Sportowy, a nie Kolejowy Klub Sportowy. Mam wrażenie, że jedynie kilkunastu, może kilkudziesięciu, osobom jeszcze na tym klubie zależy. Nie ma sponsorów, nie ma pieniędzy, więc jeśli po pięciu latach spotkamy się w tym samym miejscu, to po klubie i stadionie mogą zostać jedynie wspomnienia.
ARTUR DRYHYNYCZ

Polub nas na Facebooku:

Komentarze (4) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Panie Andrzeju chcesz Pan #2539887 | 188.146.*.* 20 lip 2018 08:06

    jeszcze zobaczyć nowy stadion Warmii to nie głosuj znowu na Grzymowicza bo to grabarz olsztyńskiego sportu i infrastruktury

    Ocena komentarza: warty uwagi (4) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. Olsztyniak #2539679 | 86.167.*.* 19 lip 2018 18:16

    Życzę Panu dużo zdrowia.Dopoki Grzymowicz będzie prezydentem dopóty stadiony i sport w Olsztynie będzie wyglądał właśnie tak

    Ocena komentarza: warty uwagi (6) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. Tomek #2539082 | 37.248.*.* 18 lip 2018 20:57

    Święta racja... Oni tworzyli również historię klubu...

    Ocena komentarza: warty uwagi (10) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. zatorzak #2538957 | 94.254.*.* 18 lip 2018 17:14

    Przykro że pan Poduszko zapomniał o braciach śp Staśku i Longinie Komorowskich

    Ocena komentarza: warty uwagi (7) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)