Niedziela, 21 października 2018. Imieniny Celiny, Hilarego, Janusza

To był udany sezon Indykpolu AZS

2018-05-10 12:00:00 (ost. akt: 2018-05-09 14:17:41)

Autor zdjęcia: Emil Marecki

Za nami kolejny sezon PlusLigi: po czterech latach przerwy Skra Bełchatów odzyskała mistrzowską koronę, a olsztyński Indykpol AZS po dziesięciu latach awansował do czołowej czwórki. Czyżby dlatego, że miał... jezioro szczęścia?

W 2017 roku - po zajęciu piątego miejsca przez olsztyńskich siatkarzy - w gościnnych progach Hotelu Wileńskiego odbyło się tradycyjne uroczyste podsumowanie sezonu. Piotr Kulikowski, prezes firmy Indykpol, która jest sponsorem tytularnym klubu z Kortowa, w rozmowie z „Gazetą Olsztyńską” szczerze wówczas przyznał, że powtórzenie tego osiągnięcia w kolejnym sezonie będzie bardzo trudne, bowiem klub dysponuje znacznie mniejszym budżetem niż wielu rywali, przez co nie będzie łatwo znaleźć chociażby klasowych zastępców Aleksandra Śliwki i Wojciecha Włodarczyka. Przypomnijmy, że obaj postanowili odejść z Olsztyna do zespołów, z którymi mieli szansę na walkę o medale. Ostatecznie Śliwka wylądował w Rzeszowie, a Włodarczyk w warszawskim ONICO, no i obaj musieli obejść się smakiem, bowiem ich zespoły znalazły się poza czołową czwórką. W przeciwieństwie do Indykpolu AZS, ponieważ olsztynianie po raz pierwszy od dziesięciu lat awansowali do półfinału PlusLigi! Medalu co prawda nie zdobyli, ale czwarte miejsce to też olbrzymi sukces. Bez wątpienia był to efekt m.in. tego, że działaczom, na czele z prezesem Tomaszem Jankowskim, oraz trenerom (wcześniej Andrea Gardini, obecnie Roberto Santilli) udało się w końcu zbudować mocny trzon zespołu i - co chyba jeszcze ważniejsze - utrzymać go na kolejny sezon. Pamiętamy przecież nie tak odległe czasy, gdy po zakończonych rozgrywkach Olsztyn opuszczało nawet dziesięciu zawodników! Z jednej strony było to poniekąd przyznanie się do tego, że ściągnięcie ich było błędem, a z drugiej strony trzeba było od nowa budować zespół, a siatkówka, parafrazując Forresta Gumpa, jest jak pudełko czekoladek: nigdy nie wiesz, na co trafisz.

W XXI wieku przez Olsztyn przewinęła się prawdziwa wieża Babel i chociaż zdecydowana większość obcokrajowców (a może nawet wszyscy) grała w reprezentacjach swoich krajów, mogła pochwalić się niezłymi statystykami oraz występami w mocnych klubach, to na boiskach PlusLigi zazwyczaj, poza nielicznymi wyjątkami, nie błyszczała. Aż w końcu trafił do nas Jan Hadrava, co można uznać za trafienie szóstki w siatkarskiego totolotka, bo Czech okazał się prawdziwym „koniem pociągowym” zespołu. Stał się najlepszym punktującym i atakującym PlusLigi, nie imają się go kontuzje, zyskał wielką sympatię olsztyńskich kibiców, a na dodatek jemu też na tyle spodobało się w stolicy Warmii i Mazur, że spędzi w niej jeszcze następny, trzeci już, sezon. Warto to docenić, bo bez wątpienia wiele klubów chciało Hadravę ściągnąć do siebie. Poza tym w Olsztynie zostają jeszcze: jeden z najlepszych rozgrywających Paweł Woicki, znakomity libero Michał Żurek, holenderski przyjmujący Robbert Andringa, doświadczony środkowy Miłosz Zniszczoł oraz drugi atakujący Mateusz Kańczok. O tym, kto do nich dołączy, dowiemy się już wkrótce, ale na pewno dużo do powiedzenia w tym temacie będzie miał prezes Kulikowski, bo należy on do grupy sponsorów bardzo rzadko występujących w przyrodzie. Otóż nie dość, że wykłada całkiem spore pieniądze na siatkówkę, to jeszcze się na niej zna!

Generalnie sponsorów można podzielić na cztery zasadnicze grupy (są jeszcze podgrupy, ale nie bądźmy już tacy szczegółowi). I tak pierwszy typ sponsora sportem się nie interesuje, a inwestuje w niego tylko dlatego, bo uznaje, że to mu się jakoś opłaci. Drugi typ lubi sport, ale się na nim nie zna. Ot, daje pieniądze, czasem wpadnie na mecz, a w poniedziałek sprawdzi wyniki, bowiem chce, by jego firma kojarzyła się z pasmem zwycięstw, a nie porażek. Trzeci typ sponsora jest najgorszy, bo wydaje mu się, że się na sporcie zna, z naciskiem na „wydaje mu się”. W tym momencie koniecznie trzeba przypomnieć pewnego warszawskiego dewelopera, który uznał, że jak zna się na budowie domów, to z budową zespołu piłkarskiego też sobie poradzi. A że kto bogatemu zabroni, więc jednego dnia zatrudniał i płacił krocie piłkarzom oraz trenerom, a drugiego dnia wyrzucał ich z hukiem, bo mu mecz zremisowali (chociaż trzy poprzednie wygrali!). Wreszcie się znudził i zabrał zabawki na swoje podwórko, a Polonia Warszawa tuła się dzisiaj po trzecioligowych boiskach (pamiętajmy jednak, że tak naprawdę jest to zaledwie czwarty poziom rozgrywek)... Natomiast Piotr Kulikowski należy do tej nielicznej czwartej grupy, która nie dość, że sport lubi, to się jeszcze na nim naprawdę zna. Prezes Indykpolu może godzinami rozmawiać o dobrych i złych stronach poszczególnych zawodników lub kandydatów do gry w Olsztynie, o roli, jaką mają do spełnienia w drużynie, lub o ich statystykach, ale jednocześnie decyzje kadrowe ostatecznie zostawia sztabowi szkoleniowemu. Chociaż nie zawsze się z nimi zgadza - tak było chociażby z jednym obcokrajowcem, którego ściągnięciu Kulikowski był przeciwny, nie dlatego, że zawodnik był zbyt drogi, tylko że - według niego - nie pasował do zespołu. Trener jednak postawił na swoim, po czym w trakcie sezonu postawił obcokrajowca w... kwadracie dla rezerwowych.

Generalnie był to ciekawy sezon, ponieważ walka na śmierć i życie toczyła się i na szczycie, i na dole tabeli. Przecież zespoły od czwartego do siódmego miejsca dzielił tylko jeden punkt! Gdyby w ostatniej kolejce ONICO nie straciło punktu w Radomiu, to warszawianie byliby w czołowej szóstce i pewnie sezon mogliby uznać za udany. A tak skończyli na ósmej pozycji i poleciały głowy, m.in. stawiającego pierwsze kroki jako działacza Pawła Zagumnego. A na dole tabeli toczyła się już prawdziwa walka o życie, ponieważ po kilkuletniej przerwie tym razem dwa zespoły miały z PlusLigi spaść. Jest to związane z ograniczeniem liczby zespołów występujących w najwyższej klasie rozgrywkowej. A dla niektórych ekip, na przykład Dafi Społem Kielce, spadek może oznaczać definitywne pożegnanie z PlusLigą. Nie dość, że dwa ostatnie zespoły spadły (Dafi i BBTS), to jeszcze trzecia ekipa musiała zagrać baraż z AZS Częstochowa, który po rocznej kwarantannie w I lidze chciał powrócić do PlusLigi. Nie udało się, okazało się bowiem, że nawet najlepszy zespół I ligi jest słabszy od plusligowego słabeusza (Łuczniczka Bydgoszcz).

Na zakończenie kilka zdań o komentatorach telewizyjnych. Na pewno warto odnotować udany debiut Adriana Brzozowskiego, który w poprzednich latach zbierał doświadczenie w wielu olsztyńskich mediach (pisał m.in. do „Gazety Olsztyńskiej”). W przeszłości Zdzisław Ambroziak, a potem chociażby Mariusz Szyszko, Mariusz Sordyl (ten drugi, niestety, telewizyjny epizod miał bardzo krótki) i Wojciech Drzyzga udowadniali, że zatrudnianie byłych siatkarzy ma w telewizji sens. Wszyscy byli inteligentni, elokwentni i przede wszystkim znali się na rzeczy. No i potrafili o siatkówce mówić długo i ciekawie, niestety, w przeciwieństwie do Tomasza Wójtowicza, przed laty też wybitnego zawodnika, który jednak od momentu pojawienia się w Polsacie Sport co roku jest pewniakiem do Drewnianego Mikrofonu (gdyby tylko taka „nagroda” była wręczana). W tym miejscu pozwolę sobie przypomnieć pewien stary dowcip - otóż pytanie „czy mógłby pan powtórzyć ostatnią kwestię, gdyż nie zrozumiałem kontekstu?” po góralsku brzmi znacznie krócej: „heeee?” No i Tomasz Wójtowicz właśnie po „góralsku” zazwyczaj mówi nam coś „odkrywczego”. Ale jest jeszcze Ireneusz Mazur, były szkoleniowiec m.in. olsztyńskich siatkarzy, któremu ewidentnie łatwiej przychodziło kierowanie zespołem niż własnym organem mowy. Na przykład podczas jednego z ostatnich meczów Indykpolu AZS pan Ireneusz u Tomasa Rousseaux dostrzegł „brak antycypacji podczas tego wyskoku”. Chciałoby się spytać: heeee? A Mazur lubi też pożartować, usłyszeliśmy m.in., że „w tej akcji olsztynianie mieli... jezioro szczęścia”. Ponieważ drugi komentator w tym momencie zaniemówił z wrażenia, a nam znowu cisnęło się na usta owe heeee?, więc po kilku sekundach ciszy Ireneusz Mazur postanowił wyjaśnić swój żart, dodając: „jak to indyki”. Taaa, warmińsko-mazurskie jeziora pełne są indyków, które po odłowieniu i oczyszczeniu z łusek potem przez świstaki są zawijane w sreberka i sprzedawane jako słodki pierwszomajowy przysmak.
Antycypuję, że kolejny sezon PlusLigi będzie równie ciekawy.
ARTUR DRYHYNYCZ

Klasyfikacja końcowa
1. PGE Skra Bełchatów
2. ZAKSA Kędzierzyn-Koźle
3. Trefl Gdańsk
4. Indykpol AZS Olsztyn
5. Jastrzębski Węgiel
6. Asseco Resovia Rzeszów
7. Cuprum Lubin
8. ONICO Warszawa
9. Aluron Virtu Warta Zawiercie
10. Cerrad Czarni Radom
11. GKS Katowice
12. Stocznia Szczecin
13. MKS Będzin
14. Łuczniczka Bydgoszcz
-----------------------------
15. BBTS Bielsko-Biała
16. Dafi Społem Kielce



Polub nas na Facebooku:

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Komentowanie wyłączone

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. a o boisku cisza? #2498860 | 83.0.*.* 10 maj 2018 13:08

    A czemu nie ma artykułu, że zostało oddane do użytku nowe (jedyne ! ) trawiaste boisko do gry w piłkę nożną dla dzieci na terenie starego rynku? Dlatego, że boisko zostało wybudowane za pieniądze kibiców z inicjatywy Socios Stomil? Przecież to hańba, żeby miasto wojewódzkie nie było w stanie zrobić kawałka trawy dla dzieci swoich podatników!!! Nie stać go na to, na co stać zwykłych ludzi? Jest to skandal, który powinno się napiętnować!!!! Czyżby GO tak bardzo sprzyjała panu Grzymowiczowi, że milczy na ten temat?

    ! - + odpowiedz na ten komentarz