Niedziela, 22 kwietnia 2018. Imieniny Łukasza, Kai, Nastazji

Woicki: Szklanka wydaje się pełna...

2018-04-05 14:00:00 (ost. akt: 2018-04-04 17:44:51)
Rozgrywa Paweł Woicki

Rozgrywa Paweł Woicki

Autor zdjęcia: Emil Marecki

— Powiem nieskromnie: jeżeli awansujemy do szóstki, to wszystkie drużyny, które też się w niej znajdą, mogą się obawiać rywalizacji z nami. Ale najpierw musimy tam awansować — mówi Paweł Woicki, rozgrywający Indykpolu AZS Olsztyn.

— Jak pan skomentuje medialne doniesienia o współpracy z trenerem Vitalem Heynenem (mówi się, że nowy trener kadry zaprosi Pawła Woickiego do sztabu reprezentacji — red.)?
— Dobrze mi się z nim współpracowało (uśmiech). Pracowaliśmy razem w klubie z Bydgoszczy (w latach 2013-15 — red.) i bardzo dobrze to wspominam.
— Niezły z pana dyplomata...
— Nie o to chodzi. Po prostu nie mam czego potwierdzać, bo jeszcze żadne decyzje nie zapadły.
— Zawsze może pan powiedzieć „nie potwierdzam, nie zaprzeczam”.
— E tam, ja czegoś takiego nie powiem, ale bardzo bym się cieszył z możliwości współpracy z Vitalem, bo to naprawdę świetny fachowiec. Na pewno byłoby to nowe doświadczenie, gdybym dołączył do sztabu szkoleniowego reprezentacji.
— Jeszcze na etapie wyboru nowego trenera kadry nie szczędził pan ciepłych słów pod adresem Vitala Heynena...
— Tak, bo nie ukrywam, że jestem — chyba mogę tak to określić — sportowym dzieckiem Vitala. Mimo tego, że kiedy zaczęliśmy wspólną pracę, to ja już miałem 30 lat... Ja się siatkarsko urodziłem po raz drugi, właśnie dzięki niemu. Mogę powiedzieć, że wszystko, co teraz robię, to tak naprawdę nauczyłem się u niego. Oczywiście później było doświadczenie pracy z trenerem Gardinim, a teraz jest z trenerem Santillim — i to są dobre doświadczenia — ale jednak całą tę bazę świadomego grania, filozofię prowadzenia gry jako rozgrywający, przyswoiłem sobie wtedy w Bydgoszczy. I tego się trzymam od pięciu lat.
— Trener Heynen sam kiedyś grał na tej pozycji.
— To prawda, a teraz przede wszystkim rzuca się w oczy jego świetna analiza i prowadzenia gry. Myślę, że tutaj też się bardzo dobrze dogadywaliśmy wtedy, gdy byłem rozgrywającym w jego drużynie.
— Żeby zakończyć to chwalenie: nowy trener reprezentacji chyba potrafi zarazić innych swoim optymizmem.
— Myślę, że tak, ale przede wszystkim to jest świetny fachowiec. A z tym zarażaniem to bywa różnie: jednego zarazi, a innego niekoniecznie... Na pewno Vital jest człowiekiem, który woli patrzeć na to, co można zrobić pozytywnego niż zaplątywać się w wałkowanie błędów. Raczej woli patrzeć do przodu niż oglądać się za siebie.
— Czyli u niego bardziej szklanka jest do połowy pełna niż w połowie pusta?
— Raczej tak. Albo inaczej: on myśli o tym, jak zrobić, żeby szklanka była pełna. A jak już jest pełna, to co zrobić, żeby dało się wlać do niej jeszcze więcej wody (uśmiech).
— Płynnie przechodząc do spraw olsztyńskich: na dwie kolejki przed końcem fazy zasadniczej „szklanka” Indykpolu AZS wydaje się być pełna (olsztynianie zajmują szóste miejsce w tabeli, o punkt przed Resovią — red.)...
— Trzymając się tych analogii: szklanka wydaje się pełna, ale jeden nierozważny krok i wszystko może się wylać. Także taki scenariusz może nam napisać życie. Powiem tak: w piątek jedziemy do Katowic i będzie to bardzo trudny mecz, bo Katowice zwłaszcza u siebie są bardzo mocne (spotkanie zaplanowano na godz. 17 w sobotę — red.). Potrafią tam świetnie zagrywać, a tak zagrywające drużyny powodują, że cały nasz system gry się komplikuje. Bardzo się obawiam tego spotkania. I to nie jest tak, że będę teraz politycznie opowiadał, że są dwa mecze do rozegrania i musimy grać. To będzie bardzo trudny wyjazd... Łatwiej będzie się grało za tydzień z Będzinem, bo nawet będąc w trudnej sytuacji, to zawsze jest to granie u siebie: jak gra nie idzie, to kibice pomogą. A na wyjeździe jest zupełnie inaczej: trzeba liczyć tylko na siebie.
— To liczenie na siebie wychodzi wam znakomicie: komplet punktów w czterech ostatnich meczach i nawet jak po drodze coś lekko zgrzyta, to zespół prze naprzód jak taran.
— Na pewno wiemy, jak mamy grać, czego chcemy i czego możemy od siebie oczekiwać na boisku. Moja analiza naszej drużyny jest taka i to jest problem drużyn takiego typu, jak Olsztyn, czyli z nie za dużym budżetem, ale które wykonują bardzo dobre ruchy transferowe. Sprowadzają bardzo ciekawych zawodników z wielkim potencjałem, tylko jest jeden problem: ci zawodnicy na ogół nie mają doświadczenia w polskiej lidze, bo są to obcokrajowcy. I musi trochę czasu minąć, żeby oni zaczęli grać na takim poziomie, jak by oni sami chcieli i jakby wszyscy od nich tego oczekiwali, bo na to wskazuje ich potencjał. U nas widać, że dopiero teraz wszyscy grają, jak tego wszyscy oczekiwali, a wręcz robią postępy. Poza tym my się siebie wreszcie nauczyliśmy. Jako rozgrywający muszę poznać wszystkich swoich kolegów: tego, komu w jakiej sytuacji mogę zaufać, bo jeden woli taką piłkę, a drugi całkiem inną. Jeden woli częściej atakować w meczach u siebie, drugi lepiej czuje się, grając na wyjazdach. Tak to mniej więcej wygląda. Powtórzę: wiemy, czego możemy się po sobie spodziewać. Przykładowo taki czwarty set w meczu z Warszawą... Ileś meczów wcześniej, jeszcze w pierwszej rundzie, i z Katowicami się męczyliśmy strasznie, i z Bydgoszczą 3:2 w Uranii, no i te czwarte sety przegrywaliśmy. A teraz, mimo tego że nam nie szło, a Warszawie wręcz sprzyjało szczęście, byliśmy spokojni, pewni siebie i potrafiliśmy wygrać i tego seta, i całe spotkanie.
— Teraz można sobie tylko powzdychać, że gdyby ta pewniejsza gra była już w pierwszej części sezonu, to teraz nie byłoby nerwowego oglądania się za siebie.
— Powiem tak trochę nieskromnie: jeżeli awansujemy do tej szóstki, to wszystkie drużyny, które w niej się znajdą, mogą się obawiać rywalizacji z nami. Bo wiedzą, że w naszej drużynie tkwi wielki potencjał. I on jest raczej rosnący niż stały czy malejący. Ale to jest „koszt” posiadania takiej drużyny jak nasza: pierwszą rundę musieliśmy się męczyć, a ta nasza gra momentami szła nam jak krew z nosa.
— Losy awansu do czołowej szóstki i gry o awans do strefy medalowej leżą w waszych rękach. Jak coś nie wyjdzie, to pretensje będzie można mieć tylko do siebie.
— Powiem tak: już teraz i tak możemy mieć takie pretensje. Mecz u siebie z Bydgoszczą, wygrany tylko 3:2, to samo z Katowicami, dalej w Zawierciu przegrany 2:3, a w Uranii wygrany tylko 3:2, z Będzinem przegrany na wyjeździe za trzy punkty — dużo niepotrzebnych punktów straciliśmy.
— A mimo to nadal walczycie o szóstkę.
— Zgadza się. A z jakim skutkiem? Po prostu, musimy zagrać swoją dobrą siatkówkę, a nie zastanawiać się nad tym, o co gramy i z kim gramy. Zobaczymy, czym to się skończy...
PIOTR SUCHARZEWSKI


Polub nas na Facebooku:

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Kibic #2478426 | 80.48.*.* 5 kwi 2018 14:19

    Będzie ok Paweł :). Życzę żebyś znalazł się u Vitala :).

    Ocena komentarza: warty uwagi (3) ! - + odpowiedz na ten komentarz