Niedziela, 22 lipca 2018. Imieniny Magdaleny, Mileny, Wawrzyńca

Medale na ścianie, guz na żebrach

2018-04-05 12:00:00 (ost. akt: 2018-04-05 13:33:37)
Jan Ulaniuk ze swoim schorowanym kotem

Jan Ulaniuk ze swoim schorowanym kotem

Autor zdjęcia: Lech Janka

75-letni Jan Ulaniuk przez 10 lat trenował zapasy w olsztyńskich Budowlanych. Niestety, obecnie wegetuje w niewyobrażalnie trudnych warunkach. Gdyby nie bezinteresowna pomoc byłych klubowych kolegów, mogłoby już nie być go wśród nas.

Kilka lat temu pan Jan doznał udaru, po którym ma niedowład ręki i nogi. Jego adresem zamieszkania są Dywitach, ul. Słoneczna 8a. To miejsce jest już w lesie i nie ma do niego normalnej drogi, jedynie gruntowa koleba. Jak deszcz popada, to dojazd tam jest niemożliwy. Zresztą Jan Ulaniuk i tak stamtąd nigdzie nie rusza, bo nie jest w stanie, a mieszka w szopie przypominającej zdezelowany barak.

— Już drugi rok do niego jeździmy — informuje blisko 80-letni Wacław Pińczuk, były klubowy kolega pana Jana. — Impuls w tej sprawie dał Józef Kochański, swego czasu zapaśnik i wiceprezes Budowlanych, ale tak naprawdę inicjatywa jest wspólna, czyli byłych zawodników i kolegów z mat zapaśniczych, m.in. Zenona i Justyna Rydzińskich, Bolesława Jurewicza, no i moja — zaznacza Pińczuk i dodaje: — Dowiedziałem się o jego sytuacji od Józka (Kochańskiego — red). Zadzwoniłem więc do Jasia, a on mówi, że jest w szpitalu na neurologii po udarze. Jak wrócił, to zamieszkał w tej swoje byłej lisiej farmie, którą kiedyś prowadził. Potem zawiadomiłem kolegów, informując ich w jakich warunkach Janek się znalazł. Józek zebrał od byłych zawodników razem około 1200 zł i kupowaliśmy mu dresy, jedzenie itd. Od tego czasy pomagamy mu w miarę naszych możliwości — kończy Wacław Pińczuk.

Ulaniuk urodził się w 1943 roku we wsi Dańce koło Włodawy. Miał stryjka w warmińskich Prositach koło Bisztynka, więc kiedyś przyjechał do niego i został na długo. W Olsztynie ukończył najpierw Zasadniczą Szkołę Zawodową o kierunku mechanika samochodowa, a potem Technikum Samochodowe. Służbę wojskową odbył w Lidzbarku Warmińskim. Sportową przygodę rozpoczął od lekkoatletyki w olsztyńskiej Gwardii. Trenował biegi krótkie pod szkoleniowym okiem Eugeniusza Miszczuka, natomiast zapasami zajmował się od 1961 do 1970 roku. Reprezentował m.in. ekipę Budowlanych w rozgrywkach ligi drużynowej, które w owych czasach były niezwykle atrakcyjne i emocjonujące. Należał do najlepszych zawodników w olsztyńskiej drużynie. Był m.in. wielokrotnym mistrzem Warmii i Mazur w wadze półśredniej. Ponadto przez wiele lat pomagał Zenonowi Rydzińskiemu w prowadzeniu zajęć.

— Gdybyśmy mu nie dowozili wyżywienia i wody w butelkach, bo on tam nawet wody bieżącej nie ma, to aż trudno sobie wyobrazić, co by go czekało — mówi Bolesław Jurewicz. — Ta woda, którą mu dowozimy, jest zarówno spożywcza, jak i do higieny, bo tam gdzie mieszka, to nawet studni nie ma Teraz przywieźliśmy mu wody i jedzenia na jakieś dwa tygodnie. On chce bardzo żyć i być samodzielny, bo ma duszę zapaśnika-wojownika. Byliśmy w kontakcie z Gminnym Ośrodkiem Pomocy Społecznej w Dywitach, ale nic nie wyszło z pomocy, choć Janek bardzo jej potrzebuje. Swego czasu był w Domu Opieki w Różnowie, ale po miesiącu wrócił, jak mu zaśpiewali za pobyt cztery tysiące złotych, a on ma zaledwie tysiąc złotych emerytury. Byliśmy też w KRUZ po dodatek pielęgnacyjny w wysokości 200 zł, ale do tej pory jeszcze nic w tej sprawie nie wiemy — dodaje Bolesław Jurewicz, emeryt pełniący funkcję prezesa Warmisko-Mazurskiego Związku Zapaśniczego.

Jan Ulaniuk nigdy nie miał czasu dla siebie, bo wiecznie był zagoniony. Kiedyś hodował lisy, no i teraz mieszka w zdekapitalizowanym pomieszczeniu po tej hodowli. Posiada nawet jeszcze skóry, których nie mógł sprzedać. Miał żonę, ale dziesięć lat temu zmarła. Dzieci nie mieli. Jedynym jego domowym towarzyszem jest... kot, ale jego dni z powodu ciężkiej choroby są policzone. Pan Jan nie może się już doczekać ciepłych dni, aby spróbować choć trochę pospacerować.
— Zapasy zacząłem trenować, jak chodziłem do szkoły — opowiada. — Cały czas trenowałem w sali na Grunwaldzkiej. Po kilku miesiącach treningu wystartowałem w mistrzostwach Pomorza i zająłem pierwsze miejsce. O, tam na ścianie - pokazuje ręką - wisi ten złoty medal. Na zawody to zjechałem chyba całą Polskę. Walczyłem m.in. w Bydgoszczy, Gdańsku, Poznaniu, Nakle, Gdyni, Warszawie, Piotrkowie Trybunalskim. Musiałem zwykle walczyć w 83 kg, a miałem 75, więc ciężko mi było wygrywać. Kiedyś w pojedynku z zawodnikiem z Giżycka połamałem żebra, ale mimo strasznego bólu walczyłem do końca. Do lekarzy nie chodziłem, tylko dalej trenowałem i walczyłem, no i teraz mam po tym wszystkim tak krzywo zrośnięte żebra, że wygląda to tak, jakbym miał na nich wielkiego guza. To moja pamiątka po zapasach. Gdyby mi jednak zabrano z 50 lat, to powróciłbym do zapasów. Jak już przestałem trenować, to zostałem kierownikiem transportu w Przedsiębiorstwie Transportu Handlu Wewnętrznego. Miałem pod sobą cały tabor samochodowy. Jestem bardzo wdzięczny kolegom, że mi pomagają. Gdyby nie oni, to bym tu zginął — przyznaje na koniec drżącym głosem Jan Ulaniuk.
LECH JANKA
l.janka@gazetaolsztynska.pl


Jan Ulaniuk i jego schorowany kot mogą liczyć na pomoc dawnych zapaśników
Fot. Lech Janka
Polub nas na Facebooku:

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. do nichluja #2478333 | 87.204.*.* 5 kwi 2018 12:18

    o co chodzi z tym zdjęciem ? widzicie, co publikujecie ??

    ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)