Sobota, 19 października 2019. Imieniny Michaliny, Michała, Piotra

Mistrz Karol trochę się napracował

2018-02-28 16:00:00 (ost. akt: 2018-02-28 19:53:26)

Autor zdjęcia: karoljablonski.pl/Marek Karbowski

Jak informowaliśmy, Karol Jabłoński już po raz 12. w karierze i piąty raz z rzędu został mistrzem świata w bojerowej klasie DN! Obok niego stanęli na podium Karol Graczyk i Łukasz Zakrzewski z MKŻ Mikołajki. W środę, też na jeziorze Wielimie koło Szczecinka, zaczęły się mistrzostwa Europy.

Wczoraj i dzisiaj na jeziorze Wielimie koło Szczecinka w bardzo skomplikowanych warunkach wietrznych, ale za to na szybkim lodzie rozegraliśmy siedem wyścigów mistrzostw świata, w których wystartowało około 170 zawodników — rozpoczyna swoją wtorkową relację Karol Jabłoński. — Po pierwszym dniu miałem nieoczekiwanie bardzo dużą przewagę nad moimi rywalami, którzy zaliczyli przynajmniej po jednej wpadce. Miejsca drugie, pierwsze, pierwsze i trzecie były wynikiem bardzo zdyscyplinowanej żeglugi pod względem taktycznym i technicznym, no i odrobiny szczęścia. W trzech z czterech wyścigów nadrobiłem bardzo wiele pozycji, co kosztowało mnie dużo energii. Wyścigi były bardzo dynamiczne i sprinterskie, a wiatr rozdawał karty, szczególnie przy górnym znaku, który był ustawiony blisko brzegu... W nocy spadło trochę śniegu, a silny wiatr spowodował, że na lodzie powstały spore zaspy, które przy minusowej temperaturze robiły się coraz bardziej zbite. Dobór właściwych płóz miał duży wpływ na szybkość, a te, które „jechały” wczoraj, dzisiaj nie były najszybsze. Przynajmniej tak było u mnie. Moja prędkość była dobra i w pierwszym wyścigu (a piątym w całych mistrzostwach — red.) prowadziłem już ze sporą przewagą, kiedy na ostatnim okrążeniu dosłownie „zaparkowałem” bez wiatru na górnym znaku, aby później przyjąć „defiladę” moich rywali wyprzedzających mnie na pełnym gazie. Na mecie byłem ósmy, co było trochę wkurzające, biorąc pod uwagę fakt, w jaki sposób się to wydarzyło. Ale na to nie miałem wpływu i dobrze, że taki brak farta zdarzył mi się tylko w tym jednym wyścigu... Następny, przy silniejszym wietrze, wygrałem, co dało mi już zwycięstwo w mistrzostwach i nie musiałem startować w ostatnim wyścigu. Te dwa dni „w biurze” kosztowały mnie bardzo dużo sił, a jutro już rozpoczynają się mistrzostwa Europy. Gdzie te czasy, kiedy żeglowało się regaty prawie cały tydzień, po jednym lub dwa wyścigi dziennie... — zakończył z nutką nostalgii prawie 56-letni Karol Jabłoński, który — poza 12 złotymi medalami mistrzostw świata w klasie DN (ten pierwszy raz, w szwedzkiej Arsundzie, miał miejsce... 26 lat temu!) — ma na koncie także cztery wicemistrzostwa globu. Co ciekawe, zawodnik Olsztyńskiego Klubu Żeglarskiego ani razu w historii swoich startów w bojerowych MŚ nie kończył regat na trzecim miejscu.

Tu warto przypomnieć, że Karol Jabłoński może się również pochwalić piękną kartą pisaną w żeglarstwie morskim, pozostając jedynym Polakiem, który stał za sterem jachtu rywalizującego w regatach o Puchar Ameryki, najbardziej prestiżowego trofeum w żeglarstwie (doprowadził hiszpański Desafio Espanol do półfinałów). Od dobrych 30 lat jest zawodowym sternikiem i odnosi sukcesy na różnych jachtach w regatach na całym świecie.

W regatach na Wielimiu kapitalnie pokazali się też inni bojerowcy z Warmii i Mazur: wicemistrzem świata został Robert Graczyk, brąz wywalczył Łukasz Zakrzewski, a zaraz za podium znaleźli się: drugi z braci Zakrzewskich, Tomasz (cała trójka reprezentuje MKŻ Mikołajki), oraz świeżo upieczony mistrz Polski Michał Burczyński z AZS UWM. A przecież w czołowej dziesiątce zakończyli regaty jeszcze Wojciech Baranowski z MBSW Giżycko (siódmy) i Jarosław Radzki z Warmii Olsztyn (dziewiąty)! Spektakularny skok zaliczył zwłaszcza Graczyk, który — po tym jak we wtorek mijał linię mety na miejscach drugim oraz dwukrotnie czwartym — przesunął się na „srebrną” pozycję z... 11. miejsca po pierwszym dniu.

Do piątku na tym samym akwenie, i też z udziałem ok. 150 bojerowców, będą rozgrywane mistrzostwa Europy, gdzie po swój dziewiąty tytuł w karierze powalczy... Karol Jabłoński (obrońca trofeum). Jedyny środowy wyścig w grupie "złotej" wygrał utytułowany... Amerykanin Ron Sherry (ME mają formułę otwartą), za którym dotarli do mety Michał Burczyński (AZS UWM) i Dariusz Kosecki (LKS Charzykowy). Kolejne miejsca zajęli Estończyk Mihkel Kosk, Łukasz Zakrzewski, Robert Graczyk, Jost Kolb z Niemiec i kolejny Amerykanin, Chris Berger. Broniący tytułu Karol Jabłoński zaczął rywalizację w ME od 13. pozycji.

* Mistrzostwa świata w klasie DN (po 7 wyścigach): 1. Karol Jabłoński (OKŻ Olsztyn) — 16 pkt (miejsca w wyścigach: 2, 1, 1, 3, 8, 1, x); 2. Robert Graczyk (MKŻ Mikołajki) — 22 (1, 10, 50x, 1, 2, 4, 4); 3. Łukasz Zakrzewski (MKŻ Mikołajki) — 40 (23x, 21, 4, 2, 3, 7, 3); 4. Tomasz Zakrzewski (MKŻ Mikołajki) — 45 (7, 13, 5, 28x, 4, 5, 11); 5. Michał Burczyński (AZS UWM Olsztyn) — 51 (4, 4, 23x, 13, 5, 15, 10); 6. Ron Sherry (USA) — 55 (25x, 2, 2, 16, 10, 2, 23); 7. Wojciech Baranowski (MBSW Giżycko) — 61 (8, 8, 17, 32x, 13, 8, 7); 8. Argo Vooremaa (Estonia) — 63 (5, 11, 9, 26, 6, 6, 27x); 9. Jarosław Radzki (Warmia Olsztyn) — 75 (3, 5, 3, 21, 26, 27x, 17); 10. Holger Petzke (Niemcy) — 76 (35, 3, 10, 40x, 7, 20, 1), (...) 12. Dariusz Kardaś (AZS UWM) — 81; 16. Rafał Sielicki (MBSW Giżycko) — 90; 18. Marek Stefaniuk (MBSW Giżycko) — 107; 19. Jakob Schneider (Baza Mrągowo) — 112.

Uwaga, "x" przy miejscu na mecie oznacza odrzutkę, czyli ten wynik (jako najsłabszy) nie liczył się do klasyfikacji.
Polub nas na Facebooku:

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB