Czwartek, 21 czerwca 2018. Imieniny Alicji, Alojzego, Rudolfa

Chcę się rozwijać i iść dalej

2017-10-26 12:00:00 (ost. akt: 2017-10-26 09:46:00)

Autor zdjęcia: archiwum prywatne

- Końcowa klasyfikacja Pucharu Polski w ogóle mnie nie interesowała, wolałem cieszyć się walką na wodzie — mówi Dawid Litwinek z Mrągowa, który w Pucku stanął na najwyższym stopniu podium finału Pucharu Polski w windsurfingowej klasie Techno.

— Za nami finał Pucharu Polski. Opadły już emocje, czy jednak wciąż jeszcze trzymają?
— Szczerze? Kompletnie nie spodziewałem się takiego zakończenia sezonu. Pojechałem zwyczajnie na zgrupowanie kadry Polski do Cetniewa, by kilka dni później wziąć udział w dwudniowych regatach organizowanych przez Polskie Stowarzyszenie Windsurfingu. To zawody, które w praktyce kończyły sezon. O tym, że bezpośrednio po regatach odbędzie sie oficjalna ceremonia wręczenia nagród Pucharu Polski, czyli nagrodzenie najlepszych zawodników poszczególnych grup i klas, dowiedziałem się w zasadzie... przez przypadek, w czasie drogi do Cetniewa. Jakoś mi to umknęło. Emocje więc niespodziewanie skoczyły, bo od ostatnich regat dużo zależało. Teraz wróciła już normalność, można skupić się na nauce. Wtedy było jednak trudniej o koncentrację.
— W ostatniej odsłonie cyklu nie zawiodłeś. Na złoto złożyła się jednak cała seria udanych startów. Który z momentów sezonu był najtrudniejszy?
— Najtrudniejszy był... chyba każdy ze startów. Zawsze potrzebne było maksimum skupienia, zaangażowania i siły. Każdy z nich był dodatkowo inny, przeprowadzano je na różnych akwenach, w różnych warunkach atmosferycznych. Dużo zależało od tego, kto potrafi improwizować, być elastycznym i dostosowywać się do sytuacji.
— W trakcie sezonu miałeś chwile, gdy myślałeś, że złoto jest poza twoim zasięgiem?
— Praktycznie ani razu o tym nie myślałem, bo końcowa klasyfikacja Pucharu Polski w ogóle mnie nie interesowała. Pewnie powinna, ale nie czułem takiej potrzeby. Wolałem cieszyć się walką na wodzie, bo zawsze daje mi dużo satysfakcji i przyjemności.
— Ale przecież przed sezonem każdy snuje jakieś plan...
— Niektórzy się tym ekscytowali, liczyli jakieś punkty. Ja byłem poza tym. I być może to okazało się właśnie kluczem do sukcesu.
— Ostatnio zmieniłeś klasę z BIC-Techno na RS:X. Czym się różnią?
— Różnic jest dość sporo. Najważniejszą jest ta, że RS:X zaliczana jest już do klas olimpijskich. Bardziej zaawansowany jest również sam sprzęt: większy żagiel, większa deska... Mile będę wspominał BiC-Techno, wywalczyłem w niej wiele fajnych trofeów, ale chcę się rozwijać, chcę iść dalej.
— Zdążyłeś się już przestawić na nowe warunki?
— Jeszcze nie do końca. W RS:X pływam od połowy sierpnia, ale oficjalny debiut miałem podczas mistrzostw Polski seniorów, gdy ścigałem się w Pucki. A może nawet nie tyle miałem okazję się ścigać, co po prostu uczyć się od najlepszych. W porównaniu do tych starych wyjadaczy mam sporo zaległości, ale nie brak mi zapału i... czasu. Z każdym kolejnym startem będę coraz lepszy. Na tę chwilę jedynymi sukcesami w RS:X było zwycięstwo w regatach w Zegrzu o puchar Leszka Pawlika i 3. miejsce w mistrzostwach klubu.
— Nowa klasa wymaga jeszcze więcej pracy. Co daje w zamian? Frajdę?
— Tak, dobrze to ująłeś. Frajda jest niesamowita. Czasem czuję, jakbym odkrywał windsurfing na nowo.
— Zakończyliście sezon, jednak nie zamierzacie próżnować. Jak windsurferzy trenują zimą?
— Koniec jednego sezonu oznacza początek treningów przygotowujących do drugiego. Aż do wiosny pracować będziemy głównie nad poszczególnymi elementami motoryki. Ćwiczenia w terenie, siłownia, hala, basen... Nie będzie nudno.
— Myślałeś już nad postawieniem sobie jakiegoś celu na przyszły sezon?
— Szczegółowego planu startów jeszcze nie mam, przyjdzie na to czas. Dużo będzie zależało i od szkoły, i od zdrowia, i od formy. Obecnie wiem jedynie, że za wszelką cenę będę chciał pojechać do Sopotu na mistrzostwa Europy juniorów, a także na mistrzostwa świata juniorów we Francji. Chciałbym się tam przyzwoicie zaprezentować.
— Starty, ciągłe wyjazdy, treningi... Jak udaje ci się to pogodzić ze szkołą?
— Nie powiem, żeby było łatwo. Od września jestem uczniem LO im. Obrońców Westerplatte. Nowa szkoła, nowi nauczyciele, nowe otoczenie... Trzeba się natrudzić, by dobrze zgrać to z treningami. Nie ma jakiegoś pobłażania czy specjalnego traktowania. Nauczyciele są wyrozumiali, ale wiem, że nie można przeginać.
KAMIL KIERZKOWSKI


Polub nas na Facebooku:

Źródło: Gazeta Olsztyńska

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB