Niedziela, 22 października 2017. Imieniny Haliszki, Lody, Przybysłąwa

Polacy zasłużyli na pierwszy koszyk

2017-10-09 18:00:00 (ost. akt: 2017-10-09 18:13:24)

Eliminacje do przyszłorocznego Mundialu zakończone, awans wywalczony, więc teraz nadchodzi czas, by odpowiednio się do tego turnieju przygotować. A jak pokazał mecz z Czarnogórą, pracować nasza kadra naprawdę ma nad czym.

W niedzielny wieczór polska reprezentacja zapewniła sobie pierwsze miejsce w grupie E, a tym samym awans do przyszłorocznych mistrzostw świata w Rosji. Mecz z Czarnogórą miał swoją dramaturgię, bo z pewnego, wydawało się, prowadzenia, w samej końcówce zrobił się remis. Na szczęście dla nas ciśnienia nie wytrzymali rywale, bo najpierw popełnili juniorski błąd, zbyt lekko podając piłkę do swojego bramkarza, co wykorzystał Robert Lewandowski, a potem sami wpakowali sobie piłkę do siatki.

Potem oczywiście było świętowanie na murawie i trybunach Stadionu Narodowego w Warszawie, ale już w tym momencie kapitan naszej kadry zdawał sobie sprawę, że nie wszystko w tych eliminacjach zagrało. Telewizyjne kamery pokazywały „Lewego” po meczu kręcącego z dezaprobatą głową oraz mówiącego coś selekcjonerowi Adamowi Nawałce. Nie trzeba było zresztą długo czekać, by usłyszeć gorzkie słowa polskiego napastnika o braku koncentracji, popełnianiu błędów w ustawieniu czy ławce rezerwowych, która pozostawia wiele do życzenia.

Już na pierwszy rzut oka przeciętny kibic widzi statystyki, które budzą niepokój. To oczywiście liczba straconych bramek: w naszej grupie szczelniejszą defensywę od nas miała nawet czwarta w ostatecznej klasyfikacji Rumunia. Blado pod tym względem wyglądaliśmy na tle innych liderów poszczególnych grup. Zresztą polscy piłkarze w tych eliminacjach tylko dwa razy zagrali „na zero z tyłu”. Miało to miejsce podczas spotkań z Rumunią i Kazachstanem (oba po 3:0). Innym ważnym elementem od dość dawna budzącym niepokój był wspomniany brak koncentracji. Na otwarcie eliminacji prowadziliśmy z Kazachami 2:0, by ostatecznie zremisować 2:2, z Duńczykami w pierwszym meczu było już 3:0, a skończyło się 3:2, no a teraz niedzielne spotkanie z Czarnogórą... Pracować więc jest nad czym.

Co jednak wiadomo już teraz? Wymęczona, mimo wszystko, wygrana z Czarnogórą sprawiła, że podczas losowania grup przyszłorocznych MŚ (odbędzie się 1 grudnia) polska reprezentacja będzie losowana z pierwszego koszyka, na co nasi piłkarze pracowali od miesięcy, systematycznie awansując w rankingu FIFA. Dzięki temu w grupie, do której trafimy, nie spotkamy się np. z Brazylią lub Niemcami. W pierwszym koszyku znajdą się także Rosjanie (jako gospodarz), mogą być w nim również Portugalczycy i Argentyńczycy, jeśli obie reprezentacje wywalczą awans. Mistrzowie Europy, którzy udział w barażu mają już zapewniony, zagrają we wtorek z wygrywającą w eliminacjach mecz za meczem Szwajcarią. Stawką będzie pierwsze miejsce w grupie. Pierwszy mecz Szwajcarzy wygrali u siebie 2:0. Swój mniejszy cel będzie miał także Cristiano Ronaldo. W klasyfikacji najlepszych strzelców europejskich eliminacji Robert Lewandowski odskoczył mu bowiem w niedzielny wieczór na jedno trafienie (Polak zakończył eliminacje z dorobkiem 16 goli).

W niedzielny wieczór na trybunach Stadionu Narodowego oczywiście nie zabrakło kibiców z Warmii i Mazur. Spotkanie na żywo oglądali m.in. Michał Trzebiatowski, Mateusz Mianecki (obaj z Iławy) i lubawianin Adam Knoblauch. Dla Mateusza był to pierwszy wyjazd na mecz reprezentacji Polski, z kolei Michał naszych kadrowiczów w walce oglądał na żywo już piąty raz. Ma też bardzo dobry bilans spotkań na Narodowym. Na pięć meczów, które oglądał, cztery zakończyły się zwycięstwami Polaków i jednym remisem. — Z Warszawy do Iławy wracaliśmy ze śpiewem na ustach. Teraz liczymy na udaną walkę o bilety na mundial 2018 — mówi Michał Trzebiatowski. — Bo przecież iławian nie może zabraknąć na turnieju w Rosji!

Polskich kibiców z Iławy nie zabrakło także na wcześniejszym meczu wyjazdowym z Armenią: do Erywania poleciała m.in. ormiańsko-polska grupa z Iławy i Rudzienic. — Kibicowaliśmy obu reprezentacjom, więc nie było większego znaczenia, kto wygra. Polecieliśmy do mojej ojczyzny, aby obejrzeć ciekawy mecz i pokazać moim polskim przyjaciołom piękno tego kraju — mówi Armen Ghazaryan, Ormianin, który od 25 lat mieszka w Iławie. — Polacy na nasz kraj mówią Armenia, podczas gdy dla nas jest to Hajastan, a my jesteśmy Hajerami. Tak samo jak Polska to dla Ormian Lechistan.
Oprócz Armena do Armenii wybrali się jeszcze m.in. Krzysztof Kaczmarczyk i pochodzący z Rudzienic Zbigniew Adamski. Bilety lotnicze wykupili już w grudniu 2016, ale wejściówki na mecz kupili dopiero w Erywaniu, bo były połowę tańsze niż w Polsce. — Ormianie aż takimi wielkimi kibicami futbolu nie są, jak na przykład Polacy. Dla nas najważniejszą dyscypliną są szachy i warcaby, w które gra mnóstwo moich rodaków. Mieliśmy i mamy w naszym narodzie wielu arcymistrzów szachowych — tłumaczy Armen.

Polub nas na Facebooku:

Źródło: Gazeta Olsztyńska

zobacz informacje z ostatnich 24h

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB