Wtorek, 26 września 2017. Imieniny Cypriana, Justyny, Łucji

Przyjęcie równie gorące jak... woda

2017-09-13 10:00:00 (ost. akt: 2017-09-12 19:21:23)
Krzysztof Pielowski

Krzysztof Pielowski

Autor zdjęcia: Archiwum prywatne

— Nie spodziewałem się, że Tajwańczycy będą aż tak sympatyczni. Starali się nam pomagać na każdym kroku — opowiada Krzysztof Pielowski z olsztyńskiego Kormorana, który na uniwersjadzie w Taipei wywalczył brązowy medal w pływaniu długodystansowym.

— Jak się zaczęła pana sportowa przygoda na Tajwanie?
— Zaczęła się odlotem z Warszawy do Dubaju. Tam była przesiadka do Taipei. To był bardzo długi i męczący lot, bo trwał aż 20 godzin. Jak człowiek po tylu godzinach w końcu wysiada z samolotu, to czuje się paskudnie. A że impreza właśnie się zaczynała, więc było sporo zamieszania. Co prawda zaangażowano wielu wolontariuszy, ale oni na początku często jeszcze nie wiedzieli, czym się mają zająć. Słyszałem, że było ich aż 18 tysięcy. Pierwszego dnia wolontariusze byli chyba nieco przytłoczeni swoimi obowiązkami, ale już nazajutrz było z tym znacznie lepiej.

— Gdzie mieszkaliście?
— Wszyscy uczestnicy uniwersjady byli zakwaterowani w wiosce olimpijskiej, wybudowanej specjalnie na tę imprezę. Stało tam kilkanaście wieżowców, a cały teren był solidnie ogrodzony. Na miejscu były wszystkie obiekty towarzyszące: stołówka, pralnie, poczta itp. Po prostu mieliśmy do użytku całe dobrze funkcjonujące miasteczko.

— A łóżka były wygodne, bo czasem sportowcy na nie narzekają?
— Ja nie narzekałem, było jak trzeba.

— A jak z jedzeniem?
— Kuchnia chińska jest specyficzna, ale na szczęście były też inne narodowe kuchnie do wyboru, w sumie osiem. Starano się więc, aby wszystkim dogodzić. Ja korzystałem z kilku na próbę. Najczęściej jednak korzystałem z kuchni włoskiej, bo wydawała mi się najbezpieczniejsza. Nie chciałem przed startem za bardzo eksperymentować z jedzeniem, żeby nie nabawić się problemów żołądkowych. Postawiłem więc głównie na makaron.

— Jacy są ci tajwańscy Chińczycy?
— Muszę przyznać, iż nie spodziewałem się, że będą aż tak sympatyczni. To niezwykle mili ludzie, starali się nam pomagać na każdym kroku. Zawsze uśmiechnięci i kłaniający się co chwila. Super ludzie, a traktowali nas jak jakichś celebrytów. Jak tylko czegoś sobie życzyliśmy, to zaraz wszyscy pragnęli to zrobić. Bardzo sobie ceniłem tę fantastyczną atmosferę. Dwa lata temu byłem na uniwersjadzie w Korei, ale na Tajwanie znacznie lepiej się czułem.

— Nie wierzę, że wszystko było cacy…
— No nie... Jedynym mankamentem było miejsce, w którym przyszło mi pływać. To był sztuczny tor wioślarsko-kajakowy zamknięty ze wszystkich stron i zasłonięty od wiatru, bez żadnego odpływu i przepływu. Na dodatek zbiornik był płytki, w najgłębszym miejscu miał najwyżej dwa metry. Wprawdzie wolę cieplejszą wodę niż chłodną, ale ta w Taipei miała ponad 30 stopni! Ponadto była duża wilgotność powietrza, a w cieniu było ponad 35 stopni. Nie jesteśmy przyzwyczajeni to takiego upału.

— Ponoć nie wszyscy uczestnicy potrafili sobie poradzić z tak wysoką temperaturą wody. Na przykład Justyna Burska z AZS UWM wycofała się z rywalizacji.
— Bo straciła przytomność podczas pływania. Ratownicy wyciągnęli ją z wody, a ocknęła się dopiero w karetce w drodze do szpitala.

— Brał pan udział w uniwersjadzie, a to oznacza, że jest pan studentem.
— Niestety, jestem już absolwentem wydziału nauk o środowisku UWM. Przepisy dopuszczają jednak udział absolwentów, ale tylko rok po ukończeniu studiów.

— W maju zmienił pan stan cywilny. Pana życiową partnerką została Monika Czerniak, była czołowa polska pływaczka. Czy to dobrze. że pływak ożenił się z pływaczką?
— Dla mnie dobrze, bo Monika wie doskonale, co to znaczy uprawiać wyczynowe pływanie. Bardzo mi pomaga, jak przychodzę do domu po treningu, to już nic mi się nie chce, a ona to dobrze rozumie. Stała się też moim menedżerem, zajmuje się m.in. moją promocją. Ja skupiam się tylko na treningach i zawodach.

— A jak sobie radzicie z… pieniędzmi?
— Monika musiała podjąć pracę, bo inaczej byśmy się nie utrzymali, Musiała więc zrezygnować z wyczynowego pływania. Ja dostaję tylko jedno stosunkowo niewielkie stypendium z miasta. Niestety, w tym roku nie miałem już wsparcia z urzędu marszałkowskiego. A z kadry? Z kadry też nic, bo trzeba mieć medale z mistrzostw świata lub Europy. Medal z uniwersjady się nie liczy, dostaje się tylko jakąś jednorazową nagrodę. Można więc powiedzieć, że obecnie jestem na utrzymaniu... żony.
Teraz mam trochę wolnych dni, więc głowa odpocznie od tego pływania. Natomiast po przerwie czekają mnie kolejne zawody Pucharu Świata, które odbędą się w... Chinach. Ale tak do końca nie wiem, czy tam pojadę, bo jak dotąd nie jest pewne sfinansowanie tego wyjazdu przez władze sportowe.
LECH JANKA


Polub nas na Facebooku:
zobacz informacje z ostatnich 24h

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB