Piątek, 28 lipca 2017. Imieniny Ady, Wiwiany, Sylwiusza

Adam Łopatko: cel zrealizowałem

2017-06-10 08:00:00 (ost. akt: 2017-06-10 08:53:45)

Autor zdjęcia: Emil Marecki

— Miałem dołożyć wszelkich starań, żeby Stomil utrzymać w I lidze, no i to zrobiłem — mówi trener Adam Łopatko, który po sezonie zrezygnował z pracy w olsztyńskim klubie.

— Duży plus za zrealizowanie głównego celu, jakim było utrzymanie zespołu w lidze, i duży niesmak za fiasko rywalizacji w systemie Pro System Junior, bo na finiszu rozgrywek Stomil stracił piąte miejsce w tej punktacji na rzecz Górnika Zabrze i — co za tym idzie — pół miliona złotych premii od PZPN. Zgodzi się pan z taką definicją zakończonego niedawno sezonu?
— Zacznijmy od Pro Junior System, bo trzeba wiedzieć, że gdyby nie było utrzymania w lidze, to w ogóle byśmy tego nie rozpatrywali, bo to był po prostu jeden z warunków. I ja w stu procentach odpowiedzialności za Pro Junior nie wezmę, bo na pewno nie moją rolą było liczenie punktów młodzieżowców Górnika Zabrze. To nie była moja robota, po prostu. Poza tym rzeczywiście, jak już mówiłem wcześniej, przez dwa tygodnie system był zawieszony, a my byliśmy w nim na piątym miejscu ze stupunktową stratą do czwartej Pogoni Siedlce. A potem się wszystko skomplikowało.
— Kto w taki razie powinien tego pilnować?
— Na pewno nie pierwszy trener, może ktoś ze sztabu, może kierownik, nie wiem... Było tak, że wchodziliśmy czasem na stronę, wiedzieliśmy, że jest tak i tak, i tyle. I żeby było jasne: nie zajmował się tym też śp. Andrzej Biedrzycki. Zakładaliśmy przez cały sezon, że jeśli Wiktor Biedrzycki będzie zdrowy i do dyspozycji, to się w tej piątce znajdziemy i tyle. A nie wszyscy wiedza, że Wiktor miał kłopoty z sercem, a Andrzej przyszedł do nas na początku przygotowań i powiedział, że Wiktor nie będzie trenował przez dwa miesiące. Być może, gdybyśmy o tym wcześniej wiedzieli, to szukalibyśmy innego rozwiązania, być może bardziej byśmy napierali, żeby przyszedł do nas Artur Siemaszko z Zagłębia Lubin, żeby punktował jako nasz wychowanek razy dwa. Ale na początek zostaliśmy z Krzyśkiem Szewczykiem i bardzo walczyliśmy o to, żeby tu przyszedł Kuba Piotrowski. Potem zdarzyła się ta wielka tragedia ze śmiercią Andrzeja, Wiktor nam wypadł na trzy mecze, potem w Kluczborku doznaje kontuzji, schodzi w przerwie i w następnym meczu nie gra, bo się leczy. I w efekcie tych punktów zabrakło.
— A kiedy ostatni raz prezes Mariusz Borkowski przypominał sztabowi o Pro Junior System?
— Nie chcę o tym mówić... Albo powiem inaczej: mieliśmy słaby kontakt, nie taki jaki powinien być. Byłem do dyspozycji po każdej kolejce, namawiałem, żeby siadać z prezesem i Rafałem Szwedem, który na piłce zęby zjadł... Można było rozmawiać o grze, o decyzjach trenerskich, o wszystkim. Ale tego nie było.
— A czy gdyby pan wiedział, jaka jest sytuacja w klasyfikacji Pro System Junior, to w Bytovie wystawiłby pan więcej młodzieżowców?
— Nie. Bo najważniejsze było utrzymanie w lidze. Postawiliśmy tam z premedytacją zasieki i rola Pawła Głowackiego i Igora Biedrzyckiego była nieoceniona, bo odbierali w środku pola mnóstwo piłek. A gdybyśmy ten mecz przegrali wyraźnie, to by mnie pan dzisiaj zapytał, dlaczego spadliśmy z ligi, albo gramy w barażach. I tu nie ma co dyskutować. Ja w kontrakcie miałem zapisany jeden punkt: miałem dołożyć wszelkich starań, żeby zespół utrzymał się sportowo w I lidze. I to zrobiłem. Oczywiście, wcześniej pewnie można było działać zmianami. Ale ja się nigdy nie spodziewałem, że Górnik zacznie tak punktować, a jak zaczęli wystawiać czterech młodzieżowców, to już nie było o czym mówić... Zabrakło komunikacji w klubie, bo można było w kilku meczach zrobić takie zmiany, żeby tych punktów nabijać, bo co to za różnica, kto gra w meczu, który się przegrywa w końcówce 0:3. Ale na pewno nie w Bytowie.
— Wiosną zespół zdobył tylko 15 punktów, było chyba słabiej niż pan zakładał?
— Spodziewałem się, że w sezonie zdobędziemy na boisku 45 punktów. Zabrakło nam pięciu oczek, w mojej ocenie przede wszystkim z meczów z Górnikiem Zabrze i Siedlcami u nas. Do momentu straty gola z Zabrzem graliśmy chyba najlepsze w historii spotkanie, a Siedlcami straciliśmy pierwsi bramkę, ale odrobiliśmy i powinniśmy mieć komplet. Ale z drugiej strony u nas w Stomilu wiosna jest zawsze grosza. Latem jest nadzieja, zimą jest zastanawianie się, a wiosną jest już tragedia finansowa. Więc punktów nie mogło być za dużo.
— Ale początek wiosny był w waszym wykonaniu świetny, bo mimo trudnego kalendarza zdobyliście w sześciu meczach 10 punktów. Dlaczego to wszystko potem runęło?
— Sprawa jest wielowątkowa. Po pierwsze: śmierć Andrzeja wybiła nas z równowagi, w meczu ze Stalą Mielec w 26. kolejce chłopaki wyglądali tak, jakby dzień wcześniej każdy przebiegł maraton. Po drugie: w meczu ze Stalą kontuzje wyeliminowały z grania dwóch kluczowych piłkarzy, czyli Piotrka Skibę i Rafała Kujawę, a końcówka sezonu pokazała, jak byli ważni. Piotra postawiliśmy na nogi na mecz Bytovią, gdzie zagrał na zastrzykach i nam bardzo pomógł, mimo że był „bez barku”. A w innych meczach tych niedoróbek bramkarskich było sporo. No i brak Kujawy, ale nie tylko bezpośrednio jego, lecz pośrednio też rozbicie całej ofensywnej czwórki, która nam dawała bramki. Licząc gole, asysty i asysty drugiego stopnia, to Patryk Kun miał udział przy 23 bramkach, Kujawa przy 20, Grzesiek Lech przy 18, a Tsubasa Nishi przy 17. I ta czwórka nam dobrze grała, to pielęgnowaliśmy to podczas treningu, a brak Kujawy był też o tyle dotkliwy, że nawet jeżeli nie strzelał tyle, ile powinien, to i tak dawał nam taką wartość, że piłka szybko nie wracała na nasza połowę. Bo potrafił się zastawić, utrzymać, był czas na to, żeby nasza linia obrony się odpowiednio zorganizowała. No i potem problemy się tylko nawarstwiały. Ja słyszę teraz, że trener Mirosław Jabłoński miał poprzedniej wiosny gorsze warunki, bo drużyna strajkowała. No więc chciałbym powiedzieć, że u nas było identycznie, ale tak działałem na tych chłopaków, żeby nie strajkowali. I nie wiem, czy zrobiłem dobrze, bo może jakbyśmy wcześniej pokazali, jak jest źle, to może teraz byłoby łatwiej o licencję?
— A nie było kryzysu fizycznego?
— Wyniki badań na OSW pokazały, ze wszystko było OK. A wszystko robiliśmy przed ostatnim meczem z Wigrami Suwałki. Poza wszystkim pamiętamy chyba jeszcze wszyscy rundę rewanżową z tamtego sezonu, bo przez całą wiosnę wygraliśmy tylko jeden mecz walkowerem z Dolcanem Ząbki i kluczowy pojedynek o utrzymanie graliśmy dwie kolejki przed końcem, kiedy musieliśmy wygrać w Olsztynie z Pogonią Siedlce. Teraz tych wygranych meczów było więcej (ze Zniczem Pruszków, MKS Kluczbork i Wisłą Puławy — red.), a dobrych o wiele więcej.
— W którym momencie podjął pan decyzję o odejściu z klubu?
— Po rozmowie przed meczem z Wigrami, kiedy spotkałem się prezesem Mariuszem Borkowskim i Rafałem Szwedem. Zaprosili mnie na rozmowę, która tak naprawdę była półtoragodzinną rozmową o niczym. A łudzenie się, że zostanie w Olsztynie Kun lub Nishi jest tylko złudzeniem...
— Nie żal panu? Trawka na boisku treningowym się zieleni...
— Stomil traktuję jak klub, w którym się trenersko wychowałem. Maiłem okazję być dwa razy czwarty w Polsce z juniorami, prowadziłem rezerwy, popracowałem przy dwóch doświadczonych trenerach: Zbigniew Kaczmarku i Mirosławie Jabłońskim. Ale nie można żyć wiecznie sentymentami i nie można brać wszystkiego na swoją głowę. Ja tu w ostatnim czasie nie mogłem się poświęcić wszystkiemu w stu procentach, bo musiałem utrzymać rodzinę. Pracowałem w szkole, prowadziłem firmę budowlaną, wszystko po to, żeby mieć za co żyć, bo zaległości wobec mnie za ten sezon są przeogromne... Jestem stąd, z tego środowiska, wszyscy wiedzieli, że sobie poradzę. Może teraz przyjedzie ktoś z zewnątrz z innym spojrzeniem na piłkę i będzie to bodziec dla tego środowiska?
ZBIGNIEW SZYMULA

Polub nas na Facebooku:
zobacz informacje z ostatnich 24h

Kto jest Kim - Kto.wm.pl

Adam Łopatko

Ocena: 0% (1 głos)

Komentarze (10) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Marus #2264055 | 69.121.*.* 11 cze 2017 19:21

    Lopatko nie kompromituj sie .Jezeli walczyles o utrzymanie to do tego nie trzeba zadnego trenera.Twoja tesciowa tez by Stomil utrzymala

    Ocena komentarza: warty uwagi (4) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. Prezes #2263565 | 92.110.*.* 10 cze 2017 18:15

    Bla bla bla bla bla i w sumie tyle z tej wypowiedzi wynika. Nie moja wina, nie wiem kogo, nie wiem dlaczego. Nie zmieniłbym nic, nie żałuje, nie mam sobie nic do zarzucenia. Pozdrawiam Was.

    Ocena komentarza: warty uwagi (7) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. ol #2263552 | 31.1.*.* 10 cze 2017 17:41

    Nie ma takiego klubu w pierwszej lidze gdzie brak dyrektora który by kierował klubem przy tak miernym a wiernym gzymowi prezesie , panie trenerze - wf to nie I liga i to pan odpowiada za koordynację i wyniki drużyn w Stomilu . Przyznam jedynie Panu to , że był Pan sam mimo tak dużego sztabu szkoleniowego w tym klubiku.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. jerzy #2263551 | 83.24.*.* 10 cze 2017 17:36

    Kom-pro-mi-ta-cja. Czwartoligowy zespol oddaje mecz walkowerem.

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  5. Mass #2263509 | 83.9.*.* 10 cze 2017 15:44

    Panie Łopatko, niech pan nie robi z siebie supertrenera, bo to pana jeszcze bardziej ośmiesza...

    Ocena komentarza: warty uwagi (10) ! - + odpowiedz na ten komentarz

Pokaż wszystkie komentarze (10)