Wtorek, 21 listopada 2017. Imieniny Janusza, Marii, Reginy

Rozwadowski pożegnał się z Dakarem

2017-01-06 12:00:00 (ost. akt: 2017-01-06 19:46:30)

Autor zdjęcia: Fot. archiwum teamu

Benediktas Vanagas i jego olsztyński pilot Sebastian Rozwadowski nie jadą już w Rajdzie Dakar. Litewsko-polską załogę wyeliminowała z rywalizacji awaria samochodu, a jej los podzielili m.in. Nasser Al-Attiyah i Carlos Sainz.

Niestety, potwierdziły się obawy kibiców, którzy przez większość trzeciego etapu Rajdu Dakar nie mieli żadnych wieści o załodze Benediktas Vanagas/Sebastian Rozwadowski. Żadnych poza tą jedną, że czarna toyota hilux z numerem 326 stanęła na 30. kilometrze odcinka specjalnego unieruchomiona awarią sprzęgła. Jak się okazało, naprawa auta w ekstremalnych warunkach pogodowych potrwała tak długo, że Litwin i Polak nie mieli szans zmieścić się w limicie czasowym i zostali wyeliminowali z dalszej rywalizacji. Ale oddajmy głos samym zainteresowanym...
— Kiedy przygotowywałem roadbook na 3. etap rajdu, wiedziałem, że będzie on ekstremalnie wymagający, zarówno dla samochodów, jak i dla załogi. Bardzo trudna nawigacja, o czym przekonali się nawet czołowi piloci rajdu, oraz bardzo trudne i techniczne trasy wiodące po bezdrożach, wyschniętych korytach rzek oraz z wieloma sekcjami wręcz trialowymi. Sprawdziły się przewidywania, że na tym odcinku wiele załóg może odpaść. Nie sądziłem jednak, że będziemy wśród nich — zaczął swoją relację zza oceanu Sebastian Rozwadowski. — Startowaliśmy w mocnej grupie najszybszych 20 załóg (po drugim etapie zajmowaliśmy 16. miejsce). Niestety, już jakieś 20 km po starcie nasz „Black Hawk” zaczął wydawać dziwne dźwięki podczas zmiany biegów, a 10 km dalej zupełnie straciliśmy napęd. Pedał sprzęgła wpadł w podłogę... Po konsultacji telefonicznej z naszym serwisem ustaliliśmy, że, niestety, trzeba wymienić sprzęgło, którego w aucie nie mieliśmy. A jeśli dodam, że nasz zespół nie miał na trasie tzw. „teczworki”, czyli auta ciężarowego klasy T4 biorącego udział w rajdzie, wiozącego mechanika i wiele części, a także stanowiącego szybki serwis, to możecie sobie wyobrazić, że sytuacja stała się bardzo poważna.
Po szybkiej burzy mózgów, postanowiliśmy zadzwonić do Jeana Marka Fortine'a z Overdrive Racing, od którego kupiliśmy naszą toyotę, i poprosiliśmy go o pomoc. Zgodził się i po około 3 godzinach dotarła do nas jego ciężarówka ze sprzęgłem, za co bardzo mu dziękujemy! Chłopaki pomogli nam wyjąć skrzynię biegów, ale dostali telefon, że Nasser (którego asekurowali) jest w tarapatach i potrzebuje pomocy. Ruszyli więc ile sił, zostawiając nas pośrodku niczego z wyjętą skrzynią, otwartym sprzęgłem, milionem śrubek, nakrętek i poodpinanych kabli. Żeby była jasność: absolutnie ich rozumiemy i tak jesteśmy wdzięczni za pomoc!
To jednak nie był koniec. Najpierw nadeszła burza piaskowa, później niespotykanej skali ulewa, następnie gradobicie, a na końcu... burza z piorunami walącymi tuż obok nas, pracujących w otwartym terenie przy aucie zbudowanym głównie z włókien węglowych! Nie muszę dodawać, jak łakomy to był kąsek dla piorunów... Na szczęście nic się nie wydarzyło. A propos piorunów, to tyle szczęścia nie miał czołowy dakarowy motocyklista Ivan Jakeš, który na tym odcinku został bezpośrednio trafiony przez piorun. Teraz chyba rysuje się wam pełen obraz sytuacji, w jakiej byliśmy.
Totalnie przemoczeni pracowaliśmy nad naszą toyotą do późnych godzin nocnych. W zasadzie wszystko udało się poskładać ok. 22.30, czyli po ponad 11 godzinach walki... Niestety, ulewa kompletnie zmieniła teren: suche koryta rzek, po których mieliśmy jechać, zmieniły się w rwące potoki. A jak dodam do tego, że była godzina 22.30, a my mieliśmy do przejechania 200 km odcinka specjalnego, później 148 km neutralizacji, następnie znów 124 km odcinka oraz 103 km dojazdówki do biwaku, po ciemku, bez żadnej pomocy w przypadku zakopania się, pomylenia trasy i bez zabezpieczenia medycznego w razie potrzeby (bo helikoptery nie latają po zmierzchu), to nie pozostało nam nic innego, jak podjęcie trudnej, ale jedynej właściwej decyzji, że wycofujemy się z zawodów...
Boli strasznie, ale myślę, że po takim niedosycie wrócimy mocniejsi za rok. Dzięki za doping!!! — zakończył swoją relację Sebastian Rozwadowski.
— Naprawę zakończyliśmy po godz. 22, było już ciemno — mówił z kolei Benediktas Vanagas. — Jeszcze podczas naprawy zaczęła się burza piaskowa, która zamieniła się ulewę. Dalsza trasa miała przebiegać przez wysuszone koryta rzek, które po ulewie zamieniły się w nieprzejezdne rzeki. Do tego słaba widoczność po zmierzchu. Mając na uwadze te okoliczności, nie mieliśmy nawet teoretycznej możliwości ukończenia etapu. Naradziliśmy się z Sebastianem i podjęliśmy niełatwą decyzję: postanowiliśmy jechać na biwak. Znamy zasady i je szanujemy. Kończymy Dakar...
Świetnie spisuje się w Rajdzie Dakar jedyny polski kierowca Jakub Przygoński (mini), który na trzecim etapie był dziesiąty (awansując na dziewiątą pozycję w generalce), a dzień później był siódmy i przesunął się w klasyfikacji generalnej na szóste miejsce! Czwarty etap, prowadzący z Argentyny do Boliwii, wygrał inny były motocyklista, Francuz Cyril Despres (peugeot) i to on wyruszył w piątek na trasę w roli lidera (drugi, ze stratą 4.03, był jego rodak Stephane Peterhansel). Piąty etap zakończył się już po zamknięciu tego wydania gazety.
A tymczasem z rajdem pożegnały się też m.in. takie znakomitości, jak Katarczyk Nasser Al-Attiyah (toyota) i Hiszpan Carlos Sainz (peugeot), którzy na tyle mocno uszkodzili swoje auta, że dalej jechać nie mogli. — To pech, ale taki jest ten rajd, taki jest Dakar. Szło nam naprawdę dobrze, ale proszę... To będzie długi rok — powiedział Al-Attiyah (cytowany przez portal motorsport.com). pes


Polub nas na Facebooku:

Źródło: Gazeta Olsztyńska

zobacz informacje z ostatnich 24h

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB