Poniedziałek, 5 grudnia 2016. Imieniny Kryspiny, Norberta, Sabiny

Pierwszy mecz Stomil rozegrał za miastem na Stadionie Leśnym

2015-06-21 12:00:00 (ost. akt: 2015-06-25 15:53:47)
Ten skład po raz pierwszy w historii Stomilu rozpoczął grę w I lidze w sezonie 1994/1995.

Ten skład po raz pierwszy w historii Stomilu rozpoczął grę w I lidze w sezonie 1994/1995.

Autor zdjęcia: Archiwum prywatne Janusza Porzyckiego

W tym roku Stomil Olsztyn obchodzi 70-lecie swojego istnienia. Jego historię — często zawiłą, smutną, ale i radosną — wspomina Janusz Porycki. Dziennikarz, który publikował m.in. na łamach „Gazety Olsztyńskiej” i przez 20 lat był członkiem zarządu Stomilu.

Na pytanie, jak daleko wstecz może sięgnąć pamięcią o biało-niebieskich Janusz Porycki patrzy na mnie poważnym wzrokiem. — Urodziłem się po wojnie i pamięcią mogę sięgnąć do 1958 roku — odpowiada. Od razu jednak wstaje z fotela i sięga z półki stos kart. — To jest kawałek historii Stomilu — stwierdza.

To uzupełniona przez Poryckiego pozostałość po kronice klubu z lat 1945-1948. Stworzył ją w połowie lat 70. XX wieku. W swoim archiwum pan Janusz posiada kilkadziesiąt takich zszywek. A w nich różnego rodzaju zapiski i wycinki z gazet. Mimo że Janusz Porycki urodził się w 1946 roku, to historię sportu na Warmii i Mazurach ma w małym palcu. Także Stomilu Olsztyn. I to nie tylko piłkarskiego.

Na meczu na stadionie Gwardii (Leśnym) był dwa, może trzy razy, np. gdy na mecz o puchar Polski przyjechała warszawska Legia. — Po 1960 roku stadion stał się lekkoatletycznym. Był uznawany za cacko ze względu położenie i panujące warunki klimatyczne. Mecze grała tam tylko Gwardia Olsztyn, a po likwidacji sekcji nie odbył się tam żaden mecz piłkarski — tłumaczy Janusz Porycki.

Mało tego, wśród piłkarzy krążyła opinia, że obiekt nie nadaje się do meczów piłki nożnej. Bo miał torfowe podłoże. Mecze rozgrywano na stadionie przy ul. Gietkowskiej. Od 1954 roku kolebką piłkarstwa był stadion Warmii przy al. Sybiraków. Jednak OKS grał przy Gietkowskiej aż do lat 70., kiedy klub zyskał nowego patrona — Olsztyńskie Zakłady Opon Samochodowych.

Pierwszą styczność ze Stomilem, ówczesnym OKS-em, dziennikarz miał w piątej klasie, czyli w 1958 roku. — Do naszej szkoły przyszedł pan Aleksander Grzegorzewski, trener koszykówki. Wspólnie z nauczycielem wuefu Antonim Karczmarczykiem wybrał grupę chłopców do gry w koszykówkę. I tak znalazłem się w klubie. Warunki miałem, jakie miałem, podobno dobrze chwytałem piłkę, więc namówiono mnie, żebym został bramkarzem piłkarskim — wspomina Porycki. — Grałem jak meteor, zaledwie kilka miesięcy, ale piłka to piłka — dodaje z uśmiechem.

Za oficjalną datę powstania OKS-u uważa się 15 lipca 1945 roku. — W tym dniu odbył się mecz pomiędzy kolejarzami a drużyną pracowników spółdzielni spożywców Społem, wśród której byli sportowcy klubów warszawskich — tłumaczy Porycki. — Szukali okazji. A 15 lipca był 535. rocznicą bitwy pod Grunwaldem. Początkowo chcieli rozegrać ten mecz na Polach Grunwaldzkich, ale nie było jak dojechać.

W marcu 1945 roku na budynku siedziby dyrekcji kolejowej (wtedy naprzeciwko dworca kolejowego) ukazał się plakat ręcznie napisany o naborze do uprawiania sportu i piłki nożnej. Nie było jednak obiektu. Zapaleńcy dowiedzieli się, że gdzieś pod lasem na wylocie z miasta jest boisko. — Kolejarze spotykali się na rogu dzisiejszej Limanowskiego i Moniuszki i szli na trening. Ważne, żeby iść w grupie, bo ludzie się wtedy bali — wspomina. — Opowiadał mi o tym kolejarz i piłkarz Feliks Andrzejczak. Rozmowy zbierających się zawodników podsłuchiwała mieszkanka bloku na pierwszym piętrze. Po pewnym czasie powiedziała im, że w lesie jest piękny stadion. Odważyli się i z sokistami trafili na stadion.

To był Stadion Leśny. I tam odbył się mecz. A przy okazji zawody lekkoatletyczne. Ku uciesze społeczeństwa. — Jeden z uczestników tego meczu opowiadał mi, że ludzie byli spragnieni sportu. Bo nie było żadnej innej rozrywki — mówi Janusz Porycki.

Pięć dni później odbyło się walne zgromadzenie, które powołało do życia OKS. Pan Janusz wyjmuje kopię protokołu z tego spotkania. Data: 20 lipca 1945 roku, godz. 17. Prezesem zarządu został Zygmunt Górnicki, wiceprezesem Eugeniusz Gałka, a kierownikiem sportowym Tadeusz Białowąs. Każdy klub w powojennym kraju rozpoczynał działalność od sekcji piłki nożnej. Władze OKS powołały dodatkowo sekcję lekkoatletyczną i pływacką.

— Społem sformalizowało klub. I wyprzedziło kolejarzy, którzy zrobili to samo, ale dopiero w grudniu. Przez lata trwała zażarta dyskusja o to, kto był pierwszy. Kolejarze jako pierwsi zorganizowali się i trenowali, a spożywcy oficjalnie powołali klub — tłumaczy Porycki.

I Dodaje, że w październiku odbyło się drugie walne, kiedy przyjęto nazwę OKS Warmiak. Jeszcze w tym samym roku odbyło się trzecie zebranie, które… doprowadziło do rozbicia organizacji. — Inicjatorami byli spożywcy. Nie chcieli być w organizacji wspólnie z funkcjonariuszami SB. Ówczesny działacz, legenda OKS Wacław Ostrowski przyjechał do Olsztyna z Warszawy. Był znanym w stolicy bokserem i pionierem sportu w Olsztynie. I on mi o tym opowiadał na ucho, bo głośno było strach. Wacek wrócił do Polski z rodziną ze Stanów Zjednoczonych. Służba Bezpieczeństwa dochodziła, na rzecz którego kraju szpieguje — opowiada Porycki.

Z tego rozdziału powstał Klub Sportowy Społem. Później Gwardia, złożona z milicjantów, którzy też nie chcieli mieć nic wspólnego z SB. Jesienią 1945 roku odbyły się też pierwsze mistrzostwa województwa. A tak naprawdę mistrzostwa miasta, bo żadne inne kluby nie przyjechały. Mimo że jeszcze przed wojną powstał klub Drwęcy Nowe Miasto Lubawskie (za dwa lata będzie obchodził stulecie istnienia) i w Lubawie. A pierwszym powojennym klubem w regionie był dzisiejszy Sokół Ostróda (powstał 1 maja 1945 roku jako Klub Związku Zawodowego Kolejarzy).

Przez 25 lat OKS grał na przemian w lidze okręgowej i A klasie. Ale… — …to był szczyt marzeń dla każdego nowego zespołu — stwierdza Janusz Porycki.
1970 rok to historyczny awans do trzeciej ligi (wtedy międzyokręgowej). Po jednorocznej przygodzie na szczeblu centralnym zespół ponownie spadł do klasy okręgowej. W kolejnym sezonie piłkarze ponownie zwyciężyli klasę okręgową i powrócili do trzeciej ligi.

Porycki mówi, że zawsze na 1 maja kluby otrzymywały stroje sportowe. W latach 60. OKS-owi patronował Związek Zawodowy Pracowników Przemysłu Spożywczego i Cukrowniczego.

— A pierwszy sprzęt piłkarski w 1945 roku był taki: zawodnicy brali swoje skórzane pantofle. Był szewc, który przybijał korki. Pani, która podsłuchała piłkarzy na Moniuszki, powiedziała chłopakom, że na ul. Limanowskiego mieszka gospodarz Stadionu Leśnego. I dodała, że na strychu powinny być koszulki. I znaleźli, z niemieckimi napisami — mówi Janusz Porycki. — A sędziowie piłkarscy obcinali spodnie od czarnego garnituru, a na piersi mieli białą koszulę wyjściową.

W 1963 roku Janusz Porycki rozpoczął pracę z OZOS-ie. A nazwa OKS OZOS pojawiła się w 1968 roku. Wtedy właśnie powstał Olsztyński Zakład Opon Samochodowych. — Trwała dyskusja, który klub otrzyma patronat OZOS-u — mówi pan Janusz. — Najprężniejsi byli kolejarze i liczyli, że go pozyskają. Podobnie jak AZS. Działacze upatrywali studni z pieniędzmi. Dyrektorem fabryki był Władysław Leonhard, wieloletni działacz Lecha Poznań. Czuł ducha sportu.

Jego asystentem był Bogusław Rudnicki, który był także kierownikiem sekcji piłkarskiej w Olsztynie. Rozmowy o patronat trwały. Prezesem OKS-u był Stefan Piątczak. Zrezygnował z tej funkcji i przyjął funkcję… prezesa Warmii. Licząc na chwałę. Leonhard i Rudnicki doszli jednak do wniosku, że wezmą pod opiekę klub mniej utytułowany i mniej zbałamuconych piłkarzy.

— W 1970 roku Leonardowi zamarzyło się, że stworzy jeden z najlepszych klubów sportowych w Polsce. W strukturach fabryki działały dwa: AMK-OZOS (Automotoklub) i OKS. Oba stowarzyszenia połączyły się, a już OKS-OZOS zdobył szóste miejsce w klasyfikacji klubów sportowych na arenie ogólnopolskiej tłumaczy Porycki.
Wtedy Stomil miał 11 sekcji, z czego 6-7 na poziomie ligowym. Najsłabszą była — o ironio — piłkarska.

W gronie działaczy klubu znalazł się Ryszard Śnieżko, dyrektor Przedsiębiorstwa Turystycznego Warszawa-Olsztyn i prezes Warmińsko-Mazurskiego Związku Piłki Nożnej. Stomil grał wtedy w A-klasie, a Leonhard chciał drugiej ligi.
— Z 12 do 16 zwiększono liczbę drużyn w okręgówce, żeby można było wprowadzić Stomil. I podzielili ją na dwie grupy po osiem drużyn — wspomina Porycki. — Taki numer wycięli.

W międzyczasie I sekretarzem KW PZPR w Olsztynie został Józef Buziński. Wcześniej był m.in. prezesem Odry Opole. Zaczęli się rozglądać za zawodnikami.
Pewnego dnia 1973 roku Poryckiego wezwał sekretarz klubu Wacław Ostrowski. — Mówi do mnie: „Janusz, Leonhard ustalił, że pojedziesz do Opola po piłkarzy”. Ja na to, że jak to, skoro nie mam do czynienia z piłką. Byłem kierownikiem etatowym sekcji koszykówki. Zapytałem o pieniądze. Wacław powiedział, że mam wziąć z banku potwierdzenie dokonanego przelewu na 140 tys. zł za pozyskanie praw pięciu zawodników. Następnego dnia o godz. 8 miałem zameldować się w Odrze.

Porycki wziął bankowy świstek i z fabrycznym kierowcą pojechał nysą do Opola. Miał odebrać: Rudolfa Bergera, Tadeusza Misiaka, Andrzeja Latawca, Bogusława Błachowskiego i jeszcze jednego, ale ten po krótkim czasie wyjechał z Olsztyna. Leonhard obiecał im mieszkania i etaty w fabryce.

— Czułem się jak prawdziwa szycha w siedzibie Odry. Olsztyn poinformowałem, że będziemy w klubie następnego dnia o godz. 8. W drodze powrotnej w Strzegowie zatrzymaliśmy się w knajpie, żeby coś zjeść. A tam było wesele. Wpuścili nas i wyszliśmy zmordowani o 5 rano. Piłkarze pojechali do hotelu pracowniczego OZOS przy Kołobrzeskiej. A ja do domu na Rybaki. Poszedłem spać. O godz. 9 przyleciał do mnie kolega. Mówi: „Kur…, co się dzieje?! Leonhard się wścieka, bo nie ma ani ciebie, ani piłkarzy. A w pokojach, gdzie mieli nocować, nikt się nie odzywa”. Ostrowski mnie równo opieprzył — wspomina. — Buziński miał przy gabinecie salę konferencyjno-bankietową. A tam stół zastawiony, jakby przyjechała delegacja z Moskwy. Banany, kanapki, herbatka, trzy panie w fartuszkach.

Porycki mówi, że piłkarze z Opola popełnili jeden błąd. — Całą drogę mi opowiadali, jak to oni szybko awansują do pierwszej ligi. Nie pomyśleli, że takich zawodników w Polsce jest kilka setek...
Po raz pierwszy w historii OKS OZOS zawitał w drugiej lidze w 1973 roku. — Został zakwalifikowany nie w wyniku awansu, ale likwidacji białych plam w piłce nożnej — mówi pan Janusz. I wyjaśnia: — Czyli przy zielonym stoliku. Podobnie jak Włókniarz Białystok czy Gwardia Koszalin. Po dwóch sezonach Stomil spadł z II ligi. Tadeusz Misiak i Rudolf Berger wraz z żoną, koszykarką Elżbietą Pawlak, wyjechali z Olsztyna.

Mecze rozgrywano na stadionie Warmii, który mieścił 8-10 tysięcy osób. Na większości meczów trybuny były pełne. Do Olsztyna przyjeżdżała m.in. Arka Gdynia, Widzew Łódź, Hutnik Kraków i Lechia Gdańsk.
Januszowi Poryckiemu w pamięci utkwiły dwa mecze. Z Lechią Gdańsk w sezonie 1974-75. — Lechia biła się z Widzewem o awans (gdańszczanie zajęli ostatecznie drugie miejsce, widzewiacy pierwsze, Stomil spadł do okręgówki — red.). Z Gdańska do Olsztyna przyjechało półtora tysiąca osób! — mówi dziennikarz.
Drugi mecz to starcie z Rakowem Częstochową. 14 czerwca 1995 roku. Ostatni mecz w sezonie przy al. Piłsudskiego. Ostatecznie Stomil zakończył rozgrywki na ostatnim miejscu pozwalającym na utrzymanie. Porycki pracował wtedy w „Dzienniku Pojezierza”. Tego dnia źle się czuł. — Na stadionie podszedłem do lekarza sportowego Piotra Kulpaki i powiedziałem, że źle się czuję — opowiada.

Gdzieś w 15 minucie meczu zasłabł. Pamięta tylko, jak lekarz z ręki wyjmował mu strzykawkę z igłą. Miał zawał. Wieczorem w szpitalu, kiedy się obudził, usłyszał rozmowę dwóch lekarzy. Jeden powiedział, że tych z zawałem będzie więcej, bo Stomil przegrał i spadł do drugiej ligi.
Następnego dnia zapytał odwiedzającego go w szpitalu syna Cezarego, jak zakończył się mecz. — Powiedział, że Stomil przegrał 0:1, ale utrzymał się w lidze. Petrochemia Płock spadła, a nie my — wspomina.

Janusza Poryckiego pytam, którego zawodnika Stomilu wybrałby na piłkarza 70-lecia. — A mogę wskazać czterech? — odpowiada pytaniem. — Napastnik Sylwester Czereszewski (został nim oficjalnie, wybrany przez kibiców zespołu — red.), pomocnicy Tomasz Sokołowski i Marcin Szulik i bramkarz Jarosław Talik — wylicza Janusz Porycki.

W sezonie 2002-2003 Stomil grał w II lidze, rozgrywki zakończył na ostatnim miejscu. Klub upadł. W następnym sezonie w IV lidze grał zespół pod nazwą OKP Warmia i Mazury, który wskrzesił m.in. Janusz Porycki i Bogusław Rudnicki. — Nie mieliśmy piłkarzy, pomógł nam ich ściągnąć Ziutek Łobocki — opowiada Porycki. — Klub miał 13 mln zł długu. Ta nazwa nie podobała się kibicom, którzy chcieli Stomilu. Do tej nazwy nie mogliśmy jednak wrócić, ponieważ wiązało się to z lawiną spraw sądowych.
OKP Warmia i Mazury awansował do III ligi pod nazwą OKS 1945 Olsztyn. Kolejne sezony: 2005-06 i 2006-07 — IV liga, 2007-08: III liga, 2008-09, 2009-10, 2010-11, 2011-2012: II liga. Od sezonu 2012-13 Stomil występuje na zapleczu ekstraklasy.

— Przyszłości klubu w tej formie, w jakiej dzisiaj istnieje, nie widzę w zbyt jasnych kolorach — stwierdza Janusz Porycki. — Założenie spółki nie znaczy otworzenia kasy. Trzeba mieć udziałowców. A proszę mi powiedzieć, kto chciałby być udziałowcem w tak niepewnym interesie?

Mateusz Przyborowski
Polub nas na Facebooku:
zobacz informacje z ostatnich 24h

Komentarze (5) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Magnet #1762686 | 64.94.*.* 25 cze 2015 16:50

    Nie da sie wysztkich wymienic ktorzy grali i pracowali dla Stomilu.Ale jedna osoba ktora grala i pracowala dla Stomilu ale pozniej nieco zapomniana bo nie zabiegal o popularnosc byl pan Mieczyslaw Wysocki.Czlowiek bardzo skromny ktory dla Stomilu zrobil bardzo duzo,chociaz nikt o tym nie wie bo nie pisano w gazetach.Niestety umarl w 1999 roku.Takich ludzi juz dzisiaj nie ma

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. Czytelnik #1762322 | 83.6.*.* 25 cze 2015 08:23

    "Pierwszy mecz Stomil rozegrał za miastem na Stadionie Leśnym" W temacie tego artykułu wskazuje się ciekawe miejsce. Jak wiadomo Stomil jako drużyna pod tą nawą jeszcze istnieje ale Stadionu Leśnego już nie ma jest tylko miejsce po nim. "W tym roku Stomil Olsztyn obchodzi 70-lecie swojego istnienia" a Stadion Leśny 95-lecie. Jak mamy blisko do 100 i nikt nic nie robi aby można było jego to miło wspominać. Przecież ile sukcesów tam osiągnięto. W tej chwili miejsce to zarasta zamiast tętnić życiem. Jest w pięknym naturalnym miejscu miejscu. Będziemy wspominać jego 100 lecie z radością która będzie się przeplatać smutkiem że go już nie ma. Przecież tam się nic nie robi teren jest nie zagospodarowany. Nie mamy stadionu który rzekomo miał powstać na parę tysięcy ludzi.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. PAS #1760171 | 95.160.*.* 22 cze 2015 14:48

    Tadeusz Białowąs o którym pisał red. Porycki to była osoba która kryła pod obcą tożsamością Tadeusza Abramskiego - najwybitniejszego sportowca tamtych czasów . Warto to wiedzieć.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. tomek #1760065 | 31.6.*.* 22 cze 2015 12:11

    A ś.p. Józiek po co Bayernu koszulkę założył? Obciach jak 150.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  5. oks #1759878 | 46.76.*.* 22 cze 2015 06:42

    ozos

    ! - + odpowiedz na ten komentarz